<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458</id><updated>2012-02-17T23:05:16.360+01:00</updated><category term='literatura dziecięca'/><category term='techniki dramowe'/><category term='cytat'/><category term='refleksje'/><category term='ćwiczenia grafomotoryczne'/><category term='emocje'/><category term='lekcje religii'/><category term='Wojciech Cejrowski'/><category term='edukacja językowa'/><category term='zmysły'/><category term='metody edukacyjne'/><category term='edukacja matematyczna'/><category term='złote myśli'/><category term='spacer'/><category term='wspomnienia'/><category term='doświadczenia'/><category term='Wiesław Theiss'/><category term='edukacja domowa'/><category term='wycieczka'/><category term='praca zespołowa'/><category term='samoedukacja'/><category term='metody reedukacyjne'/><category term='owady'/><category term='świat oczami dziecka'/><category term='techniki edukacyjne'/><category term='poznawanie świata'/><category term='Herod'/><category term='szkoła'/><category term='materiał matematyczny'/><category term='negocjacje'/><category term='Boże Narodzenie'/><category term='Trzej Królowie'/><category term='nauczanie domowe'/><category term='muzeum'/><category term='samodzielność'/><category term='nauka czytania'/><category term='dziecko oczami dorosłych'/><category term='pytania i odpowiedzi'/><category term='prace plastyczne'/><category term='edukacja przyrodnicza'/><category term='rzeź niewiniątek'/><category term='Danuta Wawiłow'/><category term='Janusz Korczak'/><category term='wiedza oświecie'/><category term='język angielski'/><category term='dziecięca twórczość'/><category term='edukacja plastyczna'/><title type='text'>Edu domowa - szkoła życia</title><subtitle type='html'>"Kochaj i rób co chcesz!" powiedział św. Augustyn. Kierując się tą zasadą, z miłości do swoich córek postanowiłam zrealizować marzenie ze studiów o dobrej ścieżce edukacyjnej i zorganizowałam im naukę w domu. Ten blog to swoista forma dokumentacji naszych poczynań, osiągnięć moich panienek i moich refleksji. A tak naprawdę to zapis mojej samoedukacji jako kobiety, matki, nauczyciela, człowieka.
http://edudomowa.blogspot.com/</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>35</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-286817182249268181</id><published>2012-02-13T01:05:00.000+01:00</published><updated>2012-02-13T01:05:21.724+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zmysły'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poznawanie świata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metody edukacyjne'/><title type='text'>Pomelo czy cytryna? Pycha czy blee? I skąd wiesz, że jesteśmy w łazience? Czyli zmysłowe zabawy</title><content type='html'>Tak, tak, właśnie zmysłowe zabawy, żadnej pomyłki w tytule nie ma. I choć to nie zaplanowany tekst o edukacji seksualnej to rzecz pisana jest o zmysłach. Dotyk, smak, zapach, słuch, wzrok. Dla nas, dorosłych oczywiste jest ich znaczenie, ale małe dzieci zupełnie nie potrafią ich wyróżnić i zdefiniować. Dlatego pomagamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Program przewiduje, że dziecko potrafi wyróżnić, nazwać i określić funkcje części ciała, oraz szczegółowiej - "wyposażenie" głowy. [Zabawne określenie? Jakoś najlepiej mi tu pasuje] Ciało człowieka to wdzięczny temat i choć zdjęć mi brakuje opiszę w kilku zdaniach realizację projektu. Zaczęło się oczywiście w wannie, nauka mycia to fantastyczny moment by nawet niemówiące jeszcze maluchy uczyć... "myjemy nóżkę, i drugą nóżkę, a teraz stópki... o masz łaskotki?" i koszmar mycia jest wspaniałą przygodą! Ale do rzeczy. Moje panny już weszły w etap samodzielności pełnej, każda ma swoją myjkę, mydlimy je a następnie myjemy... prawe kolano, lewą łydkę, ramię, przedramię, pośladki i całą resztę oczywiście szczegółowo nazywając. No oczywiście nie każda kąpiel tak wygląda, ale czasem naprawdę szalejemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia, w porze zajęć, wyciągnęłam trzy wielkie kartony, każda panienka została na swoim kartonie odrysowana (co nie było łatwe na przykład w przypadku Nadziejki, która ma łaskotki wszędzie) i panienki uzupełniały plakaty, nazywałyśmy części ciała itd. Przejrzałam też zasoby znajomych bibliotek, wypożyczyłam kilka ciekawych publikacji przygotowanych dla przedszkolaków i w ciągu trzech miesięcy (książki wymieniane na inne i przedłużane) dziewczynki wraz ze mną czytały, oglądały obrazki, przesuwały elementy ruchome np poznając drogę jedzenie od "wejścia" do "wyjścia" czy też śledziły rozwój dzieciątka w łonie matki (tu rozmowa dotyczyła wspomnień sprzed ponad roku, gdy ja sama nosiłam taki wielki brzuch) a na kolejnych kartach książek śledziłyśmy też kolejne etapy życia człowieka. Od tej pory niestety stałe już tematy rozmów to pochodzenie kupy (niestety bo kupa przypomina się przy jedzeniu), bicie serca i czy u każdego je słychać, niekończące się pytania "a do czego tak właściwie służy wątroba albo nerki?" i "czy naprawdę każdy musi umrzeć? mamo a kiedy ty też będziesz stara i umrzesz? kiedy ja będę dorosła?" itd, temat rzeka oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wyposażenie" głowy zostało już dawno umiejscowione i zapamiętane, ale wiedzieć, że się ma uszy a rozumieć czym one są, jaką mają funkcję i uświadomić sobie jak bardzo są ważne! O, to już inna sprawa. Wiadomo, że nie można przewidzieć, kiedy dokładnie nastąpi moment "olśnienia" u dziecka [dorosłym, którzy nie wiedzą o czym mówię objaśniam: to jest ten moment, w którym czujemy i rozumiemy w pełni i głęboko istotę rzeczy, jest to moment odkrycie i właściwego zrozumienia, bezcenny i niezastąpiony przez żadne wyuczone lekcje], a żeby dziecko naprawę załapało o co chodzi z tymi zmysłami musi nastąpić olśnienie własnie. Ja, ze swojego dzieciństwa pamiętam to tak: lekki bezdech, jasność w głowie "ach, więc to tak!" wykrzyknik pełen zachwytu i głęboka radość oraz satysfakcja, że się zrozumiało. Niezwykłe, niezapomniane przeżycie. Nawet lekcję z rachunku prawdopodobieństwa zamieniło w jedną z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Osobiście polecam. &lt;br /&gt;Wracając do meritum, nie można przewidzieć momentu tego "olśnienia" u dziecka. Zresztą dla większości sześciolatków za wcześnie jest na olśnienie w kwestii zmysłów, za bardzo abstrakcyjne pojęcia. Ale zabawę miałyśmy i tak przednią organizując zajęcia z wąchania, smakowania, słuchania i dotykania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek ekipa (Nadziejka 6,5l, Hela 5,5l, moja Łucja i Różyczka, córka Kasi 3,5l)dostała polecenie wybrania sobie wygodnych chustek i szalików do zasłonięcia oczu. Natsępnie wybrałyśmy się na wycieczkę po domu. Na początek - do łazienki. Dziewczyki zaprowadzone po omacku i wśród chichotów musiały rozpoznać pomieszczenie słuchając odgłosów. Szum wody, wiatrak wentylatora i pogłos zdradziły, że jesteśmy w łazience. Zaprowadzone na klatkę schodową dziewczynki również słuchając echa i odczuwając chłód rozpoznały miejsce. Następnie wróciłyśmy do kuchni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Na stole ustawione zostały kubeczki z substancjami: obojętna w smaku mąka, słodki cukier, słona sól, gorzkie kakao (he he, a tak ładnie pachnie, no nie?) oraz począstkowana cytryna, która od razu zmyliła dzieci wyglądem, bo w tej formie zupełnie z innym cytrusem się pannom skojarzyła. Kosztowanie smaku było zabawne, dziewczynki oczywiście podglądały więc trzeba było podmieniać zawartość łyżeczki, dzięki temu wprowadziłyśmy trochę zamieszania. Gdy dziewczynki były przekonane, że w filiżance jest cukier, dostały sól, gdy zapach zdradził im, że kakao (bo przed smakowaniem prosiłyśmy o wąchanie) to smak okazał się paskudny. Cytryna - niechętnie macana i ugniatana (chodziło nam oczywiście o poznanie dotykowe, ale dzieci wcale nie miały ochoty brudzić sobie rączek) zapachem i wyglądam oszukała, że jest Pomelo, owocem, którym w kawałkach zawsze dziewczynki częstuje dziadek, tymczasem w smaku okazała się być niedobra, kwaśna. Tylko niewinna, niepozorna, bezzapachowa mąka była "normalna". Ciekawe poniekąd spostrzeżenie... i jakże trafione! Dla mnie smak obojętny, dla mojej córki, która tego słowa nie zna jeszcze - normalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-NGXWoA9fyJk/Tzg6j08WtiI/AAAAAAAAAQI/fOKrD_fI8W8/s1600/P1010060.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-NGXWoA9fyJk/Tzg6j08WtiI/AAAAAAAAAQI/fOKrD_fI8W8/s320/P1010060.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zdjęcie autorstwa nieocenionej Kasi, przyjaciółki, wspólniczki i bratowej - mamy Róży, a pani z mikrofonem to Joanna Bogusławska nagrywająca materiał do reportażu dla Trójki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna zabawa polegała na rozpoznawaniu przedmiotu dotykiem, w pudełku zgromadzone były proste przedmioty codziennego użytku i zabawki: miś, torebka, kubek itp... Dziewczynki z zasłoniętymi oczami rozpoznawały co to jest ale prosiłam też, żeby wyjaśniły to skąd wiedzą! Oraz co czują gdy przedmiotu dotykają. I te dodatkowe zadania okazały się być trudniejsze, uczyłyśmy się więc nowych słów, czy utrwalałyśmy je raczej bo przecież panienki poznały je już dawniej: szorstki, twardy, miękkie, gładki, włochaty, zimny, śliski, suchy, mokry itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszła również pora na rozpoznanie słuchem. Dziewczynki miały już dość zasłaniania oczu, więc po prostu zaszeleściłam torebką za ich plecami... Szybciutko udało się dźwięk rozszyfrować, zresztą jednej z najmłodszych uczestniczek zabawy czyli mądrej Różyczce :). Było jeszcze stukanie, dzwonienie, szelest papieru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec sięgnęłyśmy po książkę pokazującą i opisującą ciało człowieka i przeglądając ją zebrałyśmy "do kupy", usystematyzowałyśmy zdobytą podczas doświadczeń i zabawy wiedzę, policzyłyśmy zmysły, powtórzyłyśmy poznane i przypomniane nowe słowa opisujące smaki, zapachy, dźwięki i wrażenia dotykowe, oraz rozmawiałyśmy chwilkę o tym co możemy dzięki oczom dostrzec, czego inne zmysły nam nie powiedzą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-g4NozeRZ7Ew/Tzg4r80CnWI/AAAAAAAAAP8/l9NVIt8DzJU/s1600/P1010062.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-g4NozeRZ7Ew/Tzg4r80CnWI/AAAAAAAAAP8/l9NVIt8DzJU/s320/P1010062.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Opis zdjęcia jak wyżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co było najtrudniejsze? Skończenie zajęć."Mamo, już? Nie!"  "A nie możemy jeszcze trochę?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej wrzucam link link do reportażu o ed, w którego środku kilka cytatów z zajęć można usłyszeć. Można też usłyszeć mądre wypowiedzi Kasi i Jerzego. I niemożebnie irytującą wypowiedź pani psycholog Piotrowskiej dotyczącą jakże istotnej w naszym życiu socjalizacji "chamstwem". [Druga część ostatniego zdania ocieka sarkazmem, oczywiście celowym i zamierzonym]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/527388,Mama-mnie-uczy-Joanna-Boguslawska"&gt;http://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/527388,Mama-mnie-uczy-Joanna-Boguslawska&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-286817182249268181?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/286817182249268181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/02/pomelo-czy-cytryna-pycha-czy-blee-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/286817182249268181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/286817182249268181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/02/pomelo-czy-cytryna-pycha-czy-blee-i.html' title='Pomelo czy cytryna? Pycha czy blee? I skąd wiesz, że jesteśmy w łazience? Czyli zmysłowe zabawy'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-NGXWoA9fyJk/Tzg6j08WtiI/AAAAAAAAAQI/fOKrD_fI8W8/s72-c/P1010060.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-7148195541170153349</id><published>2012-01-31T00:12:00.001+01:00</published><updated>2012-01-31T00:14:23.513+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja plastyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecięca twórczość'/><title type='text'>Galeria</title><content type='html'>Przedstawiam niewielką galerię prac. To taka malutka rekompensata za długie przegadane teksty o mnie. Tym razem coś tylko o moich pannach. &lt;br /&gt;Dziewczynki nie mają niesamowitych talentów plastycznych. Rysowanie, malowanie na czystej kartce wg własnego uznania to zajęcie nieciekawe. Cóż zrobić, nie każdy Nikiforem. Ale ponieważ moje panny mają narwaną mamusię (również bez mega talentu) więc robią różne inne rzeczy, owszem plastyczno-techniczne. Dużo i często. Poniżej niewielki wybór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mały plastusiowy przegląd:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iXUw2E63Nk4/TyBDya2m6RI/AAAAAAAAAMI/U5jfR-_AFOY/s1600/plastusie%2Bi%2Binne%2B012.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-iXUw2E63Nk4/TyBDya2m6RI/AAAAAAAAAMI/U5jfR-_AFOY/s320/plastusie%2Bi%2Binne%2B012.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xqzHvxSUkrY/TyBDykL9xkI/AAAAAAAAAMU/k8ksMkUS61o/s1600/edudom%2Bi%2Bspacer%2B039.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-xqzHvxSUkrY/TyBDykL9xkI/AAAAAAAAAMU/k8ksMkUS61o/s320/edudom%2Bi%2Bspacer%2B039.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-M7dZN-bcYws/TyBDzJv8IvI/AAAAAAAAAMg/iD30--_QBls/s1600/edudom%2Bi%2Bspacer%2B033.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-M7dZN-bcYws/TyBDzJv8IvI/AAAAAAAAAMg/iD30--_QBls/s320/edudom%2Bi%2Bspacer%2B033.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Choinka i Mikołaj, techniki łączone: origami płaskie koła ("Magiczne kółeczka" Dorota Dziamska - mój guru od origami) a następnie wydzieranka, wyklejanka, malowanie farbami wodnymi.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Q8D1MojmwGw/TycOkKvKY3I/AAAAAAAAANI/lAk-JGiGaPQ/s1600/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B078.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-Q8D1MojmwGw/TycOkKvKY3I/AAAAAAAAANI/lAk-JGiGaPQ/s320/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B078.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xSLFkzbQVT4/TycOkSLa6ZI/AAAAAAAAANU/E6YBqLsApX4/s1600/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B079.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-xSLFkzbQVT4/TycOkSLa6ZI/AAAAAAAAANU/E6YBqLsApX4/s320/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B079.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Witrażykowe gwiazdki zdobią szybę balkonowych drzwi. Podziwiać można je nawet z ulicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-c8dykaPvnlc/TycPrnQAMnI/AAAAAAAAANg/63jbfYK7efs/s1600/z%2Btelefonu%2B052.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-c8dykaPvnlc/TycPrnQAMnI/AAAAAAAAANg/63jbfYK7efs/s320/z%2Btelefonu%2B052.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aniołki: origami płaskie koła, ozdabiane czym popadło. Dziewczynki czasem nie wiedzą kiedy przestać. W końcu każdy z nas ma takiego Anioła Stóża jakiego najbardziej potrzebuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-J2W2Otm6Pww/TycPr4ZOL3I/AAAAAAAAANw/eyQPLS4vJX8/s1600/z%2Btelefonu%2B044.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-J2W2Otm6Pww/TycPr4ZOL3I/AAAAAAAAANw/eyQPLS4vJX8/s320/z%2Btelefonu%2B044.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-pJuZ-Wmm7ws/TycPsrA18VI/AAAAAAAAAN4/KZVhkb_jasA/s1600/z%2Btelefonu%2B045.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-pJuZ-Wmm7ws/TycPsrA18VI/AAAAAAAAAN4/KZVhkb_jasA/s320/z%2Btelefonu%2B045.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IVPI5t7bNyI/TycPs7aQ6ZI/AAAAAAAAAOI/MVzpI9yp-Y0/s1600/z%2Btelefonu%2B043.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-IVPI5t7bNyI/TycPs7aQ6ZI/AAAAAAAAAOI/MVzpI9yp-Y0/s320/z%2Btelefonu%2B043.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jesienne drzewa: techniki łączone, wyklejanka ozdabiana stemplami z liści. Jak widać cofneliśmy się do listopada. A może października?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-X0-QZ26-N4w/TycXkIc5SnI/AAAAAAAAAOQ/EctHsAfcTTo/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B133.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-X0-QZ26-N4w/TycXkIc5SnI/AAAAAAAAAOQ/EctHsAfcTTo/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B133.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Wk3HExGXpQ8/TycXkLxg-9I/AAAAAAAAAOY/_4-T2FbacA8/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B134.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Wk3HExGXpQ8/TycXkLxg-9I/AAAAAAAAAOY/_4-T2FbacA8/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B134.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ha! a tu, sztuka niepozorna, czyli co robią dzieci kiedy mama w garach miesza? Wycinają figury geometryczne, nazywają je, a następnie wyklejając tworzą z nich ludziki. W istocie były to zajęcia matematyczne. Zabawne, nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qpUVNdUjDUY/TycXkSDnGvI/AAAAAAAAAOo/rkRLIannInY/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B132.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-qpUVNdUjDUY/TycXkSDnGvI/AAAAAAAAAOo/rkRLIannInY/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B132.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Krasnoludki z liści kasztanowca. U nas w domu już tradycyjnie jesienne. Czyli powrót do października. Wielooki to licentia poetica Łucysi. Cudeńko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-rs-z4vrwQcI/TycaKT2YWbI/AAAAAAAAAPA/JavbjRJNKZg/s1600/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B076.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-rs-z4vrwQcI/TycaKT2YWbI/AAAAAAAAAPA/JavbjRJNKZg/s320/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B076.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hRl0N6wHJIM/TycaKpHY6xI/AAAAAAAAAPQ/c18xt0qvRlM/s1600/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B077.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-hRl0N6wHJIM/TycaKpHY6xI/AAAAAAAAAPQ/c18xt0qvRlM/s320/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B077.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wspomnienie z wakacji. Sam początek września i nasza letnia łąka, świat roślinek i owadów. Znajdzie się nawet jeden pająk. Szkic zrobiłam ja, panny obserwowały, omawiałyśmy przy tym każdy szczegół roślinek (przerysowywałyśmy je z książki), panny starannie pomalowały. Tylko osa ma zielone skrzydła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ixUEgHxDGCM/Tycb3AlRuEI/AAAAAAAAAPY/YMVgsSvqTV4/s1600/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B080.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-ixUEgHxDGCM/Tycb3AlRuEI/AAAAAAAAAPY/YMVgsSvqTV4/s320/jesienne%2Bz%2Btelefonu%2B080.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na deser ciastolinowa "Dziewczynka" Heli. Stoi na okapie kuchennym. Nikomu i nigdy jej nie oddam. (Ponieważ play-dough zsycha się i kurczy a elementy kupy nie trzymają została przyklejona do kartki, w ten sposób powstała jedyna w swoim rodzaju pocztówka.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ADDR9-EXMHs/TyccaX69ZRI/AAAAAAAAAPk/4CMXXlxEiw0/s1600/edudom%2Bi%2Bspacer%2B130.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-ADDR9-EXMHs/TyccaX69ZRI/AAAAAAAAAPk/4CMXXlxEiw0/s320/edudom%2Bi%2Bspacer%2B130.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-7148195541170153349?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/7148195541170153349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/galeria.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7148195541170153349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7148195541170153349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/galeria.html' title='Galeria'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-iXUw2E63Nk4/TyBDya2m6RI/AAAAAAAAAMI/U5jfR-_AFOY/s72-c/plastusie%2Bi%2Binne%2B012.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-3847136061841059071</id><published>2012-01-21T10:11:00.000+01:00</published><updated>2012-01-21T10:11:23.766+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='negocjacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poznawanie świata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko oczami dorosłych'/><title type='text'>Piety Achillesa, korzonki, Natalia i sól</title><content type='html'>Zastanawiacie się czasem nad tym co w całej cudownej wizji edu domowej, jaką udało mi się odmalować w moich wpisach jest nieprawdą? Rozsądny człowiek zada sobie pytanie "Gdzie jest minus? Jaki tkwi w tym wszystkim haczyk?" &lt;br /&gt;Oczywiście, zrozumiałe jest, że o smutnych sprawach, wychowawczych porażkach i wojnach dzieci pisać nie chcę. W końcu tu mają się znajdować budujące doświadczenia. Budujące pozytywnie. Nie takie z kategorii "Ach, ona też ma w domu meksyk, jakie to pocieszające, że nie tylko ja sobie nie radzę czasem..." Pewnie, naturalnie, czasem rzeczywistość mnie przerasta. Czasem wpadam w panikę. Czasem ogarnia mnie bezradność zupełna. Ale nadal nie mam zamiaru ze szczegółami o tym pisać. Gadam o tym prywatnie z przyjaciółkami ;) To nie jest w końcu scenariusz do kolejnego odcinka "Super niani". Uchylę jednak rąbka tajemnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam swoją piętę Achillesa. Dwie pięty nawet, w końcu, cóż, nie jestem Achillesem. Pierwsza pięta to trzy i pół letnia  Łusia. "Panowie, normalnie, masakra", nigdy w życiu nie spotkałam tak niezależnego dziecka! Zgroza dla rodziców. W chwili obecnej przyjmuję prosta postawę "Dobra, córcia, zrób jak uważasz, skoro nie chcesz słuchać mojej rady, ale ty ponosisz konsekwencje" i moja córka zakłada różową spódniczkę do czerwonej bluzeczki i niebieskich getrów z fioletowymi skarpetkami. Ale widzicie to oczami wyobraźni? No, a ja i tak się cieszę, bo miesiące negocjacji ("Ale jak założysz bluzeczkę z krótkim rękawkiem to się przeziębisz, jest zima! A wtedy katar... i nie pójdziesz na spacer!") dały ten efekt, że dziecko ubiera się stosownie do pory roku. To taki jeden z wielu przykładów. Zawsze jednak staram się widzieć jakiś plus (Pollyanna ze mnie wyłazi na starość). Jest upierdliwie niezależna, może pół godziny zapłakiwać się przy zakładaniu rajstopek, ale nie pozwoli sobie pomóc. Jednocześnie jest jednak bardzo samodzielna (hura, hura!), codziennie zupełnie sama się ubiera i samodzielnie ogranicza moją nadmierną troskliwość.&lt;br /&gt;Udało mi się wreszcie Łucysię zrozumieć, a to ułatwia współpracę. Współpracę... moi mentorzy rodzinni patrzą i płaczą: "Przecież z trzylatkiem się NIE NEGOCJUJE!" a nie, przepraszam, tylko ja używam tego określenia. "Z dzieckiem się nie dyskutuje! Matka mówi - dziecko wykonuje!" Taaa, jasne... Spróbujcie tego z Łusią będziecie mieć wojnę 24h. A ja wolę inaczej, nie jestem wojownikiem w relacjach z dziećmi. I dlatego pytam, słucham, negocjuję a czasem przeczekuję dwugodzinny płacz i wrzaski (Łusia potrafi płakać ze wściekłości bardzo długo a są granice i zasady, których nie łamiemy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam i drugą piętę Achillesa. Ciut trudniejszą, bo niezrozumianą. Ach Natalka. Złota Natalka, niemal łysy, słodki bobas z błękitnymi oczętami i kilometrowymi rzęsami. Jak to się mówi, dzidzi sama słodycz. I w czym problem? Dzidzi sama słodycz skończyła 16 miesięcy. Niepostrzeżenie przeszła z trybu poznawania świata przez obserwację w tryb eksploracji. Kilka tygodni temu ze łzami szczęścia w oczach patrzyłam na jej pierwsze nieporadne próby tuptania, a ona wciąż była w fazie, gdzie rozwój dziecka wyznacza cel jakim jest zdobycie nowej umiejętności. A teraz, kiedy już śmiało przemierza dom czasem chwiejnym kaczym chodem, priorytetowy cel to "doświadczyć czegoś nowego". Mnie, mamie, która wciąż karmi piersią, trudniej jest jednak wychwycić tę zmianę. W końcu to ten sam bobas (nawet rozmiar ubranek prawie się nie zmienił), który spędza noce zwinięty w kłębek przy moim boku. Nagle (!, jakie nagle?? przecież ona ma już prawie półtora roku?) przestała się prawie interesować swoimi zabawkami i albo tkwi nieznośnie bałaganiąc w grach, książkach i lalkach starszych dziewczynek, albo tkwi nieznośnie bałaganiąc w kuchni! &lt;br /&gt;Nieznośna Nati. Czasem drepcze do łazienki, wdrapuje się na ikeowskie dziecięce krzesełko (mamut) i bawi się w umywalce, do której ledwo sięga, lub wspina się na wannę. I bardzo, bardzo głośno krzyczy. &lt;br /&gt;Pomyślałam sobie, jakiś czas temu, że jeszcze jeden opętany wrzask i ucieknę. Muszę znaleźć przyczynę i rozwiązać problem. Trudno, trzeba z Natalką porozmawiać. &lt;br /&gt;- Natalko - przemawiam spokojnie - nie wrzeszcz bo uszy puchną. Powiedz mamie co się stało? &lt;br /&gt;- [wrzask]&lt;br /&gt;- Tak rozumiem, że ktoś cię skrzywdził i jesteś bardzo niezadowolona, ale co się stało? Jak ci pomóc?&lt;br /&gt;- [wrzask]&lt;br /&gt;- Tak, tak, rozumiem, jesteś wściekła, ale nadal nie wiem jak ci pomóc?&lt;br /&gt;- ... Adibididiwibobleplutideputabedutapumhunpd! &lt;br /&gt;- Hmm (chwila namysłu), rozumiem, Nadziejka zabrała ci kostkę do gry?&lt;br /&gt;- Dibudateblupetudetybledebtudetebltmhyndyptmn.&lt;br /&gt;- No, tak ja rozumiem, że bardzo ci się to nie podoba, ale ta kostka nie jest twoją zabawką, może zamiast wrzeszczeć jak opętaniec pójdziesz ze mną poszukać innej zabawki, równie ciekawej?&lt;br /&gt;- ....&lt;br /&gt;- To co idziemy?&lt;br /&gt;- Abedupt bledept?&lt;br /&gt;- Tak, tak, do pokoju, poszukamy czegoś fajnego, pobawimy się razem. Może być? Idziesz ze mną?&lt;br /&gt;- Taa...&lt;br /&gt;- To to super, chodźmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie łudźcie się, takie negocjacje trwają dużo dłużej. Czasem jest więcej wrzasków. Wypowiedzi Nati zawsze są dłuższe i podparte gestykulacją, ale szkoda moich palców, i tak ich nie rozumiecie. Nikt ich nie rozumie. Nie, nie, ja też ich nie rozumiem. Choć właściwie? &lt;br /&gt;Zorientowałam się, że Natalka razem ze zmianą trybu obserwacji na tryb eksploracji zaczęła mówić. Tak, Nati mówi, pełnymi zdaniami... czy raczej sylabowymi ciągami. Przekazuje emocjonalną treść. wystarczy orientować się, co wydarzyło się zanim zaczęła wrzeszczeć, lub uważnie się przyjrzeć czego może potrzebować (czasem to tylko zmiana pieluchy albo kubek z piciem). Dość, że moja najmłodsza latorośl porozumiewa się za pomocą języka. Ha! Nareszcie można zacząć negocjować :). Strategia jak w tym skeczu Ani Mru Mru "Chińczyk": "pan wolno mówić ja się dużo domyślać".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście istnieją kwestie nienegocjowalne. Wtedy płacz, krzyk i łzy. I zła, niestety niezłomna mama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czasem jest jak z solą. &lt;br /&gt;Szuflady kuchenne to nie lada wyzwanie, dla każdego chyba dziecka. Drewniane łopatki, plastikowe miski, jakiś srebrny garnek, torebka z makaronem, oto sposoby poznawania świata wszystkimi zmysłami. Polisensoryczne (trudne słowo) nauczanie to modne pojęcie, w tym przypadku raczej polisensoryczne poznawanie świata. Dzieci to uwielbiają. Sytuacja komplikuje się gdy małolat w warunkach niekontrolowanych dopadnie pojemnika z cukrem, solą, lub mąką. Nie są niebezpieczne, może poza solą w oczach, która może być smutnym doświadczeniem. Po prostu robi się niezły bałagan, zazwyczaj na środku kuchni. Zawsze ciekawi mnie w ilu matkach zirytowana bałaganem do sprzątnięcia gospodyni domowa zwycięży facylitatorkę samoedukacji i naturalnego procesu poznawczego własnego dziecka.&lt;br /&gt;U mnie zwyciężyły korzonki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natalka dopadła szuflady co przyjęłam z ulgą, bóle korzonków dopadły mnie następnego dnia po intensywnym saneczkowaniu z dziewczynkami i obolała, zgięta w pół niepewnie przemieszczałam się po domu. Każdą samoistną działalność dzieci przyjmowałam z radością, zgadzałam się na wszystko byleby nie dźwigać i się nie prostować ;). Gdy córcia wywlokła puszkę z solą mieszałam w garnku,  w sytuacji zorientowałam się o kilka sekund za późno. Nati siedząc na podłodze kuchni garściami wyrzucała sól z pojemnika. Normalna reakcja to natychmiastowe odebranie puszki, dziecko pod pachę, sprintem do łazienki, wymycie rączek (byleby się ta sól do oczy nie dostała!) i wysprzątanie z soli miejsca przestępstwa oraz przestępcy. &lt;br /&gt;Cóż, skoro ma się korzonki... &lt;br /&gt;Z ciężkim westchnieniem usiadłam obok Nati na podłodze. Moje plecy przyjęły to z ulgą. &lt;br /&gt;- Jak tam córcia, smaczna sól? - spytałam skupiając się na obserwacji małych zasolonych łapek, w końcu zawsze zdążę pochwycić je zanim dotrą do oczu.&lt;br /&gt;- Taa... - oświadczyła Nati oblizując małą łapkę. Przełknęła, rozkaszlała się aż poczerwieniała jej buzia, starannie obejrzała drugą łapkę i również ją oblizała.&lt;br /&gt;- Smakuje ci? Nie masz dosyć?&lt;br /&gt;- Taa...&lt;br /&gt;- Może pójdziemy do łazienki umyć rączki?&lt;br /&gt;- Taa... - jeszcze przez chwilę Nati macała, rozmazywała po podłodze i lizała sól. W końcu chwyciła moją dłoń i wstała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszłyśmy. Kroczek za kroczkiem, obolała mam i ciekawska panieneczka rozmiarów krasnoludka. Natalcia sama weszła na krzesełko, wypluskała łapeczki w wypełnioną wodą umywalce, wytarła ręcznikiem buzię. Podczas gdy ona powoli złaziła z krzesła ja powoli, na czworakach (korzonki to lubią) zamiatałam podłogę rozmyślając nad ironią losu. Zapewne gdyby nie te korzonki rozwój i polisensoryczne poznanie  świata byłyby dla mojego dziecka ograniczone przez mój pedantyzm i strach przed cierpieniem dziecka. Dziecko skorzystało, korzonki skorzystały, mama skorzystała. A i garnki z kuchni w tym czasie nie uciekły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-3847136061841059071?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/3847136061841059071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/piety-achillesa-korzonki-natalia-i-sol.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3847136061841059071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3847136061841059071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/piety-achillesa-korzonki-natalia-i-sol.html' title='Piety Achillesa, korzonki, Natalia i sól'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-8998691458946440244</id><published>2012-01-11T01:46:00.003+01:00</published><updated>2012-01-11T01:54:28.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świat oczami dziecka'/><title type='text'>Opowieści świąteczne. Odsłona druga - opowieść Nadziei - Nieznane fakty z dzieciństwa Jezusa</title><content type='html'>Mamo, dzisiaj ja opowiem bajkę dobrze? &lt;br /&gt;Był sobie Baranek i Osiołek. I ten osiołek bardzo chciał mieć małego osiołka, takiego swojego malutkiego osiołka dzidziusia, swojego syna. I był pasterz, miał laskę, tak, taką laskę, żeby chronić swoje owce! I ten pasterz miał na imię Józef. A w stadzie były owce i miały małe owieczki, i osiołki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Józef miał żonę, Maryję, a ona była w ciąży i razem poszli do Betlejem, bo tam w Betlejem urodził się Jezus. I prowadził ich Anioł. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ten Anioł poszedł do pasterzy i powiedział im: "Idźcie do Betlejem! Tam urodził się Jezusek!"&lt;br /&gt;Pasterze zobaczyli ślady a potem gwiazdę. Gwiazda ich prowadziła, żeby im dać dobrą drogę i oświetlić ją, i naprowadzić ich na ślady Józefa i Maryi i osiołka (bo zostawiali ślady), a ślady prowadziły do Betlejem. &lt;br /&gt;I zapytał Józef "Jak nas znaleźliście?" "To proste, po waszych śladach!" "Widzieliście je?" "Tak, jesteśmy tylko zwykłymi pasterzami, przynosimy ładne dary."&lt;br /&gt;Pewnego razu przynieśli też małego osiołka do Jezusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-A kto to Jezus? - zapytała Łusia&lt;br /&gt;- To syn Boga! A jeszcze jest Mesjaszem i mieszka w Betlejem, urodził się tam. (Tam się urodził, ale mieszkał później w Nazarecie, sprostowałam odruchowo.)&lt;br /&gt;-A jego rodzice nie umarli. A on rósł, rósł aż nauczył się chodzić na spacer o tak: "Ale zabawa" [to był okrzyk radości Jezusa, który poszedł na spacer, towarzyszył gestykulacyjnej prezentacji tegoż spaceru :)]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem Jezus poszedł za gwiazdą i ona zaprowadziła go do stajenki a tam spotkał osiołka i baranka, i przypomniał sobie, że dostał tego osiołka. I wtedy Józef opowiedział Jezusowi: "Tak, właśnie tu się urodziłeś i przyszli wtedy pasterze, i Królowie, i przynieśli ci ładne dary: złoto, kadzidło i mirrę. A pasterze też przynieśli prezent - włóczkę!" Tak włóczkę, bo to ładny prezent dla dzieci, dzieci lubią.&lt;br /&gt;Był kiedyś mały Jezusek i uczył się mówić, żeby mówić jak jego bracia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-6P8z8nMFB8o/TwzYCbxpzSI/AAAAAAAAAL8/ZKVSaFAB3sQ/s1600/P1150935.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="180" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-6P8z8nMFB8o/TwzYCbxpzSI/AAAAAAAAAL8/ZKVSaFAB3sQ/s320/P1150935.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na tym skończyła się opowieść wieczorna mojej sześcioletniej córki. Starałam się notować ją w trakcie opowiadania, niestety, nie da się zanotować wyrazu oczy, modulacji głosu, gestykulacji rąk i mimiki twarzy... Trudno, musisz się biedny czytelniku obejść bez tych, dla mnie bezcennych, elementów opowieści mojej córeczki. Mam nadzieję, że ci się podobała. Dodam na koniec, że ja czytam i opowiadam dziewczynkom tradycyjną wersję Narodzenia. Reszta to licentia poetica Nadziejki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej dowolna interpretacja na temat, czyli kto jeszcze odwiedził Jezusa w szopce.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IeyTrh5PnUk/TwzWX5GfgII/AAAAAAAAALw/UlD07nw4IF8/s1600/P1150911.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="180" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-IeyTrh5PnUk/TwzWX5GfgII/AAAAAAAAALw/UlD07nw4IF8/s320/P1150911.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na sam koniec mała refleksja. Według opowieści Nadziei to Józef, ojciec Jezusa, udzielał mu wyjaśnień. W naszej rodzinie to ja - matka - mam przypisaną tę funkcję (jakoś tak wyszło, że byłam jedyna chętna i gotowa ;)), więc teoretycznie, będąc w trybie naśladowania schematów działań dorosłych, rodziców, w opowieści rolę tę Nadziejka powinna nadać matce Jezusa, Maryi. Tymczasem w świecie stworzonym przez moją córkę rola osoby mądrej, tłumaczącej, opowiadającej, przypisana jest ojcu. Może zanim zagubiliśmy znaczenie figury ojca została ona zapisana w naszych sercach biologicznie? Jak prawo naturalne? I teraz wychodzi na wierzch w swobodnej twórczości dziecka...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-8998691458946440244?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/8998691458946440244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/opowiesci-swiateczne-odsona-druga.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8998691458946440244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8998691458946440244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/opowiesci-swiateczne-odsona-druga.html' title='Opowieści świąteczne. Odsłona druga - opowieść Nadziei - Nieznane fakty z dzieciństwa Jezusa'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-6P8z8nMFB8o/TwzYCbxpzSI/AAAAAAAAAL8/ZKVSaFAB3sQ/s72-c/P1150935.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-6546404083519559877</id><published>2012-01-09T23:50:00.004+01:00</published><updated>2012-01-10T01:39:55.453+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz Korczak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiesław Theiss'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko oczami dorosłych'/><title type='text'>Janusz Korczak - mój mistrz</title><content type='html'>Janusz Korczak nauczył mnie ważnej rzeczy. Ufać intuicji. Bo intuicja od zawsze podpowiadała mi, że coś jest nie tak w stosunku dorosłych ludzi do dzieci. Dlaczego dzieci traktowane są jak mniej ważne? Dlaczego "cicho jak dorosły mówi!" Dlaczego ciągle "a lekcje odrobiłeś?" Dlaczego "a co też ty za bzdury opowiadasz?" "To jest twoim zdaniem problem? Dziecko, to nie jest problem. Ja to mam problem!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziecko małe nic nie znaczy. Jego problemy nieistotne, małej wagi, jego opinie głupie, jego myśli płytkie, marzenia - infantylne, reakcje - przesadzone. Dorosły nie ma dla dziecka szacunku. Dorosły musi dziecko wychować, nauczyć. Dziecko musi się wychowaniu poddać, od dorosłego uczyć. W uległości i posłuszeństwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś z tym wszystkim jest mocno nie tak jak trzeba, myślałam będąc dzieckiem. Myślałam tak nadal będąc nastolatką. I nadal tak myślałam szykując się do studiowania, choć wtedy obowiązki szkolne mało mi czasu na myślenie pozostawiały. &lt;br /&gt;Janusza Korczaka spotkałam przed studiami, ale przed studiami nie studiowałam go. A na studiach... zaczęłam czytać teksty źródłowe. Z trudem przychodziło mi siedzieć spokojnie w bibliotece podczas czytania "Jak kochać dziecko" i Wyboru pism Korczaka. Miałam ochotę co kilka minut podskoczyć i krzyknąć z triumfem "Wiedziałam, wiedziałam!!" &lt;br /&gt;Korczak to mój mistrz, bardzo szybko otworzył mi oczy na ten oczywisty fakt, że dziecko jest człowiekiem. Dużym małym człowiekiem. Ma prawo do szacunku. Bezwarunkowej miłości. Uwagi ze strony dorosłych. Samostanowienia. Decydowania i opiniowania. Ponoszenia konsekwencji. Lubienia i nielubienia. Niezgadzania się. Rozumienia. Wyjaśnień. Przeprosin. Tak samo jak duży dorosły człowiek.&lt;br /&gt;Janusz Korczak niezmiennie jest dla mnie jak lampa w mroku. Jak drogowskaz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym przydługim wstępem namawiam do przeczytania mądrego i wnikliwego artykułu, który krótko opisuje życie i dokonania Janusza Korczaka. Artykuł napisał prof. Wiesław Theiss, wykładowca UW, Katedra Pedagogiki Społecznej. Poniżej zamieszczam link.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://tnn.pl/tekst.php?idt=338"&gt;http://tnn.pl/tekst.php?idt=338&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorąco namawiam do czytania, studiowania, inspirowania się.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-6546404083519559877?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/6546404083519559877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/janusz-korczak-moj-mistrz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6546404083519559877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6546404083519559877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/janusz-korczak-moj-mistrz.html' title='Janusz Korczak - mój mistrz'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-5433891337538932769</id><published>2012-01-08T03:53:00.000+01:00</published><updated>2012-01-08T03:53:05.841+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świat oczami dziecka'/><title type='text'>Opowieści świąteczne. Odsłona pierwsza - opowieść Różyczki</title><content type='html'>Miałam w tym roku okazję opowiadać historię narodzenia Jezusa, i to kilka razy, w różnych kontekstach. Miałam też okazję słuchać jak opowiadają dzieci. Jedną opowieść przechowuję w głowie, drugą - na papierze. Zapraszam do czytania opowieści mojej bratanicy Różyczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dnia pewnego, świątecznego odwiedziłam moją bratową i jej córeczkę Różyczkę. Pewnie większość moich czytelników zna te wspaniałe kobiety z blogu &lt;a href="http://latajaceprzedszkole.blogspot.com"&gt;Latające przedszkole&lt;/a&gt;. Różyczka, mała, mądra dziewczynka zaraz zaprowadziła mnie do pokoju pochwalić się choinką. I szopką. W szopce Różyczki zobaczysz świętą Rodzinę, pastuszków, anioła; na dachu złotem lśni gwiazda. Różyczka zaś ma do szopki specjalny stosunek. Bardzo osobisty. Zaraz też wyciągnęła wszystkie postacie, ustawiła na dywanie i rozpoczęła opowieść. [Wybacz Kasiu, jeśli zagubiłam indywidualny styl Różyczki, mam nadzieję, że wyjdzie dość podobnie] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zobacz ciociu, to jest Maria i Józef. Maria jest w ciąży (figurki Maryi i Józefa ustawiono na dywanie) i oni idą do Betlejem. Szukali miejsca, ale nigdzie nie było, ani łóżka, ani fotela, ani komputera. I tak szli, i szli aż doszli do szopki. I tu się zatrzymali. I urodził się Jezus" (tu pamiętam małe zamieszanie z ustawianiem figurek w szopce, ustawianiem żłóbka, Jezus się właściwie "pojawił" ale szybciutko Różyczka wyjaśniła w jaki sposób, najpierw jednak była przerwa w opowieści, podziwianie malutkiej laleczki i wyjaśnienia kim jest, układanie jej w żłóbku i nareszcie konkluzja. Oczywiście trudno jest słowami opisać jak ważne było to miejsce opowieści, ta osoba w stajence i ta sytuacja dla mojej bratanicy; ale dla mnie widoczny był ogromny ładunek emocjonalny jaki ten właśnie moment niesie - widać to było w Różyczkowej twarzy i gestach, w tym małym zamieszaniu, w wyjaśnieniach... ach, to zawsze jest najpiękniejsze! Dziecko upewniające się czy dorosły na pewno zrozumiał jak ważna rzecz się wydarzyła. Dobra, ad rem!) Teraz pasterze zostali ustawieni na dywanie - przedstawienie trwa - "pasterze byli na polu i przyleciał do nich anioł (anioł w Różyczkowej rączce poszybował po niebie ), zaparkował (anioł stanął przed pasterzami) i powiedział: Idźcie do szopki, tam urodził się Jezusek! Idźcie go przywitać! (albo podobnymi słowami, ale na pewno właśnie taką treść anioł im przekazał). I na niebie pojawiła się gwiazda (gwiazda Różyczkową rączką została odczepiona od dachu szopki i umieszczona nad głowami pasterzy), i prowadziła ich, prowadziła, i zaparkowała (gwiazda leciała po niebie pewną rączką narratorki prowadzona cały czas aż została przyczepiona do dachu)." Różyczka bezpiecznie doprowadziła pasterzy, anioła do szopki i starannie ustawiła wszystkie postacie wokół małego Jezuska. Obok rzędem stały małe plastikowe zwierzątka. Malutka owieczka podeszła zaprowadzona rączką Różki do Jezuska. "A owieczka polizał małego Jezuska" &lt;br /&gt;Nie pamiętam czy pasterze w tej opowieści przynieśli Jezuskowi jakieś prezenty... może Kasia pamięta i uzupełni jeśli pominęłam ten ważny aspekt. Na koniec Różyczka spojrzała na mnie uważni i z pełną powagi miną spytała: "Ciociu, a ty słyszałaś już tą historię?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7x8oHZJM0uc/TwkDlhKJ4FI/AAAAAAAAALk/vb1YWkaev_A/s1600/szopka%2BR%25C3%25B3%25C5%25BCy.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-7x8oHZJM0uc/TwkDlhKJ4FI/AAAAAAAAALk/vb1YWkaev_A/s320/szopka%2BR%25C3%25B3%25C5%25BCy.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zdjęcie Różyczkowej szopki - Z bloga Kasi. Proces tworzenia, szczegółowe opisy i zbliżenia znajdziesz w Kasi blogu, do którego link zamieszczam &lt;a href="http://latajaceprzedszkole.blogspot.com/search?updated-min=2011-01-01T00:00:00%2B01:00&amp;updated-max=2012-01-01T00:00:00%2B01:00&amp;max-results=40"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to jest zupełnie niezwykłe u małych dzieci. Inaczej widzą świat. Wszystko co dla nas znane przeżywają "pierwszy raz"! Każdy ten pierwszy raz małego dziecka można złapać i poczuć, że samemu też pierwszy raz się tą historię przeżywa! Ja mam dużo takich pierwszych razów już na koncie. Pierwszy raz opowiadałam o Narodzeniu swoim  starszym córkom dwa lata temu, Łusi - w zeszłym roku (w tym roku już rozpoznała figurki szopki podczas wyjmowania ich z pudełka), w tym roku pierwszy raz opowiedział mi opowieść moja bratanica.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-5433891337538932769?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/5433891337538932769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/opowiesci-swiateczne-odsona-pierwsza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5433891337538932769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5433891337538932769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/opowiesci-swiateczne-odsona-pierwsza.html' title='Opowieści świąteczne. Odsłona pierwsza - opowieść Różyczki'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-7x8oHZJM0uc/TwkDlhKJ4FI/AAAAAAAAALk/vb1YWkaev_A/s72-c/szopka%2BR%25C3%25B3%25C5%25BCy.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-3293707198570953096</id><published>2012-01-02T08:02:00.001+01:00</published><updated>2012-01-02T08:09:47.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeź niewiniątek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lekcje religii'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trzej Królowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Herod'/><title type='text'>Kuchenne lekcje religii. Bardzo smutna historia</title><content type='html'>Zbliża się święto Trzech Króli. Wypróbowanym już sposobem usiadałam wieczorem aby snuć opowieść. Oczywiście koniecznie zacząć trzeba było od Maryi, Józefa, narodzin Dzieciątka, wizyty pastuszków w szopce. Tą część opowiadamy już wspólnie, każdy dodaje coś co zapamiętał najlepiej. "Mamo, a jakie pastuszkowie przynieśli dary? czy one były miłe?" Niezmiennie dopytuje się Nadziejka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem podjęłam dalszy ciąg opowieści. Opowiadałam o tym, jak Józef z Maryją i Jezusem zamieszkali w normalnym domu - bo spis ludności trwał tylko kilka dni a potem znalazło się dla nich miejsce. I o tym jak Gwiazda przyprowadziła do miasta mędrców, Trzech Króli, którzy w poszukiwaniu nowonarodzonego Króla udali się do Heroda. Dziewczynki słuchały opowieści uważnie. Nie była ona zupełnie nowa, tłumaczyłam też już kilka razy znaczenie Złota, Mirry i Kadzidła. Są to Znaki trudne do zrozumienia dla małych dzieci, ale ponieważ dziewczynki znają już historię śmierci i Zmartwychwstania Jezusa to nie trudno jest się do nich odwoływać. &lt;br /&gt;Tym razem jednak podjęłam snucie dalszego ciągu opowieści. Opowiedziałam o planie Heroda, który ze strachu zaplanował rzeź. O aniele, który przestrzegł mędrców by wracali inną drogą. O aniele, który ostrzegł Józefa i kazał mu uciekać z rodziną przed okrucieństwem Heroda. O ucieczce do Egiptu. "Uff," wdycha z ulgą Nadziejka, "udało się!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mamo, a dlaczego Herod kazał zabić te dzieci?" Nadziejka z poważną miną dopytuje o szczegóły. Jest dociekliwa. Już wiem, że nie uniknę wyjaśnień. "Bo nie wiedział gdzie jest Jezus, nie wiedział jak go znaleźć. Koniecznie chciał go zabić i dlatego postanowił zabić wszystkie dzieci." "I zrobił to?" Powaga na twarzy Nadziejki powoli zamienia się w wyraz przerażenia. "Tak córeczko, to był bardzo okrutny człowiek." "Mamo, ale dlaczego anioł nie ostrzegł tych wszystkich dzieci, żeby uciekały?!" Nadziejka krzyczy i ma łzy w oczach "Przecież powinien je uratować! To jest nieprawda! Zmień tą opowieść!!" Oczy pełne łez, gniew i żal, buzia wtulona w poduszeczkę. Nic nie mogłam zrobić. Hela patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami "Mamo, ale jak on zabił te dzieci?" Jest przestraszona, ale - jak to Hela - aby stwierdzić prawdziwość opowieści potrzebne są jej techniczne szczegóły. "Mieczem. Wysłał ludzi z mieczami." "Ostrymi?" Oczy Helenki ogromnieją i wypełniają się łzami. "Tak córeczko, bardzo ostrymi." Ja też mam łzy w oczach. "To nie jest prawda! Jesteś głupia mamo!" woła Nadziejka.&lt;br /&gt;"Niestety córeczko, to nie jest bajka. Tacy okrutni ludzie się zdarzają. Pamiętasz historię faraona, który kazał zabić wszystkie dzieci Izraelitów? Pamiętasz dlaczego Mojżesz ocalał? Tak samo z rzezi ocalał Jezus. Nie płacz córeńko. Wszystkie te dzieci poszły prosto do nieba. A tam nie ma bólu i smutku i głodu. Prosto w ramiona Boga. Są tam bardzo szczęśliwe." "Mamo, ale dzisiaj nie ma takich ludzi, prawda?" Upewnia się Helenka. "Niestety córeczko, i dziś się zdarzają. Nie tak dawno żył człowiek, Hitler, i on też mordował bardzo dużo niewinnych ludzi." Nie wchodzę w długie wyjaśnienia historyczne, nie opowiadam o głodzie i chorobach, które mordują ludzi i dzieci, o reżimach, o masowych aborcjach. Jeszcze nie w tym roku. Ale sama o tym myślę. I łzy dławią mnie w gardle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do Heroda. "Wiesz córeczko, za takie okrucieństwa spotkała Heroda straszliwa kara. Jego dusza poszła do piekła i trwa w straszliwych męczarniach."  Kończę mściwie. "Na wieki" dokładam jeszcze, pewnie tylko po to, żeby poczuć się lepiej. "A jego ciało?" Helenka oczywiście, któż by inny... "Jego ciało zostało zakopane i dawno już rozsypało się w proch."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta historia nie była łatwa. Nie była też miła i wesoła. Ale musiała być opowiedziana, bo przyszedł jej czas a zadane pytanie wymagało odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TeCSMWbaWj0/TwFXySU95pI/AAAAAAAAALM/vwRoM_MVw6s/s1600/z%2Btelefonu%2B029.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-TeCSMWbaWj0/TwFXySU95pI/AAAAAAAAALM/vwRoM_MVw6s/s320/z%2Btelefonu%2B029.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To jest nasze Dzieciątko Jezus, w żłóbku, na sianie, ulepione z ciastoliny i owinięte w pieluszki. Zdjęcie autorstwa Helenki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-3293707198570953096?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/3293707198570953096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/kuchenne-lekcje-religii-bardzo-smutna.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3293707198570953096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3293707198570953096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/kuchenne-lekcje-religii-bardzo-smutna.html' title='Kuchenne lekcje religii. Bardzo smutna historia'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-TeCSMWbaWj0/TwFXySU95pI/AAAAAAAAALM/vwRoM_MVw6s/s72-c/z%2Btelefonu%2B029.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-2164372233242099265</id><published>2012-01-01T19:11:00.000+01:00</published><updated>2012-01-01T19:11:23.680+01:00</updated><title type='text'>Kredki z resztek</title><content type='html'>Jakiś czas temu na facebooku, na tablicy Edukacji domowej, trafiłam na ciekawy link do strony gdzie opisano jak z bezużytecznych resztek kredek świecowych wykonać zupełnie nowe, kolorowe, "magiczne" ciasteczkowe kredki. Temat mnie zafascynował. Odezwał się we mnie odkrywca. A starannie (choć jak dotąd zupełnie bezsensownie) zbierane ogryzki świecówki wołały mnie wielkim głosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepis bardzo prosty. Należy obrać one świecowe końcówki z papierków, wrzucić do foremek od ciasteczek lub babeczek wysmarowanych olejem - w zupełnie dowolnej konfiguracji kolorystycznej - a następnie wstawić do nagrzanego piekarnika na jakieś 10 minut. Gdy już się rozpuszczą wyjąć, zamieszać ostrożnie, poczekać aż ostygną, zastygną, wyjąć z foremek i już! Magiczne kredki gotowe. Przepis wspominał również o dodaniu kilku kropelek  spożywczej esencji zapachowej (czyli aromatu do ciasta).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najtrudniejsze do wykonania okazało się obieranie kredek z papierków. A cała reszta - dziecinnie łatwa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-clUR6knq2uc/TwCfbJyRT_I/AAAAAAAAAK0/QobUq9wUiXs/s1600/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B081.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-clUR6knq2uc/TwCfbJyRT_I/AAAAAAAAAK0/QobUq9wUiXs/s320/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B081.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XolmXvo2ZXQ/TwCfoJ2pGTI/AAAAAAAAALA/WGU0rZqliKY/s1600/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B084.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-XolmXvo2ZXQ/TwCfoJ2pGTI/AAAAAAAAALA/WGU0rZqliKY/s320/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B084.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jak widać powyżej zdecydowałam się zamknąć kredki w trzech różnych zestawieniach, w każdym zestawie kolorystycznym wyszły mi dwie kredki. Dwie żółto-różowo-pomarańczowo-czerwone, dwie zielono-brązowe, dwie niebiesko-szaro-biało-fioletowe. A w dodatku smakowicie i słodko pachną, bo dodałam do każdej kropelkę waniliowego aromatu. Efekt jest fantastyczny. Każda strona kredki rysuje innym kolorem, można ją obracać na różne strony, fajnie wyglądają, no i pachną! Sama nie mogłam się oderwać od rysowania. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec dodam, że pierwotnie oglądane przeze mnie kredki były multikolorowe, każda składała się z resztek kredek we wszystkich kolorach tęczy. Takie też zrobię. Już zaczęłam zbierać świecowe ogryzki. ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-2164372233242099265?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/2164372233242099265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/kredki-z-resztek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/2164372233242099265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/2164372233242099265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/kredki-z-resztek.html' title='Kredki z resztek'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-clUR6knq2uc/TwCfbJyRT_I/AAAAAAAAAK0/QobUq9wUiXs/s72-c/%25C5%259Awi%25C4%2585teczne%2Bi%2Bprzed%2Bz%2Btelefonu%2B081.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-4406256497606047125</id><published>2012-01-01T06:17:00.000+01:00</published><updated>2012-01-01T06:17:40.994+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samodzielność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samoedukacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Samoedukacja, czyli jak zdobywane są szczyty</title><content type='html'>Był drugi dzień świąt. Zachwycona błogością ciszy i absolutnego zakazu jakiejkolwiek pracy siedziałam sącząc aromatyczną herbatę zatopiona w lekturze "Księżyca nad Taorminą" Romy Ligockiej (gwiazdkowy prezent od mamusi :)). Dziewczynki nakarmione śniadaniem i świątecznymi wypiekami zajęły się spokojną zabawą. Takie cudowne chwile trwają zwykle tylko kilka minut, tak było i teraz. "Mamusiu..." zamruczał z boku domowy obżartuszek, "obiecałaś, że dasz nam cisteczka..." Ciasteczka z pietyzmem wycinane z ciasta kruchego z przyprawą korzenną i starannie ozdabiane przez dziewczynki leżały bezpiecznie schowane w puszce na ciastka. W najwyższej szafce, na najwyższej półce. Bezpiecznie schowane przed Helenką, która nie bacząc na ustalenia, umowy, prośby i groźby nie potrafi się powstrzymać, żeby nie skubnąć małego "conieco". A jeśli Hela skubnie efekt znany przyjaciołom Puchatka jest gwarantowany. &lt;br /&gt;"Córeczko, obiecałam, ale przecież zjadłyście już dużo słodyczy i ciasteczka miały zostać na deser po obiedzie." (Macie pojęcie jak trudno jest oderwać się od upragnionego relaksu tylko po to, żeby z uśmiechem i łagodnym tonem negocjować kwestię ciastek?) "Tak..., ale ciasteczka miały być na święta a przecież są święta." Helena potrafi być niezłomna. I, co gorsza, racjonalna. "Jeśli zjesz wszystko teraz, nic nie zostanie ci na potem." Jestem jak cichutki głos rozumu w głowie Puchatka. Może bardziej niezłomna. W końcu po kimś moja córka odziedziczyła ten upór. "Nie córeńko, cisteczka zostają na deser po obiedzie. Tak się umówiłyśmy i tak zostanie. Koniec dyskusji. Biegnij się bawić." I ponownie zatopiłam się w lekturze. &lt;br /&gt;Po chwili z zatopienia wyrwał mnie podejrzany, choć bardzo cichutki stuk i nieśmiały szelest. Zerknęłam przez ramię i z tym zerknięciem trwale skierowanym w stronę stuku i szelestu zamarłam. Zerknięcie niezauważenie przeszło w obserwację. Acha...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widok zaiste nieprzeciętny. Samotny, skryty łowca ciastek. Mała dziewczynka, w długiej, czerwonej, balowej sukience bardzo ostrożnie wspinała się po krześle na blat. Nie łatwo było stanąć na blacie, jednocześnie przytrzymując szeleszczącą spódnicę, która pętała ruchy podstępnie plącząc się między nogami. A trzeba to było zrobić ciuchuteńko, bo mama tuż obok siedziała. Następnie trzeba było uchylić szafkę (otwieraną do góry), przytrzymać drzwiczki by nie opadły, jednocześnie jedną tylko, małą rączką wyjąć całkiem sporą puszkę, delikatnie, żeby nie stuknęła w szklaną półkę. Teraz, trzymając zdobycz pod pachą, delikatnie opuścić drzwiczki szafki (a przez cały czas w lekkim wygięciu ciała do tyłu, żeby z hukiem nie spaść z blatu! przy czym obawa przed hukiem była pewnie silniejsza od obawy przed samym spadnięciem), cichutko, by nie szeleściła głośno, zebrać długą, strojną spódnicę balowej sukni, oraz oczywiście cieniutką i paskudnie niewygodną haleczkę (w końcu kto to widział balową suknię bez halki?), która nawet po uniesieniu spódnicy wciąż niebezpiecznie pętała ruchy, wreszcie powoli, cicho i ostrożnie zejść z blatu po krzesełku na ziemię. Operacja dokładnie tak skomplikowana jak opisałam, nic a nic nie ubarwiłam. A to jeszcze nie koniec. Wiecie jak trudno się taką dużą puszkę otwiera? Ale tak, żeby nie zwrócić uwagi siedzącej obok mamy jakimś podejrzanym dźwiękiem? Bardzo trudno. Zwłaszcza jeśli człowiek ma taką wielką ochotę na ciasteczko. W końcu sukces. Cisteczko w rączkę, do buzi... hmm... "Łusia! to twój miś? Taki ozdobiony żółtymi gwiazdeczkami? Mogę go zjeść?" Cała tajemnica na nic. Proszę jakie mam uczciwe dziecko. "O cześć mamo!" Słodki uśmiech. "Masz ochotę poczęstować się ciasteczkiem? Wiem, że nie pozwoliłaś. Ale nie zjadłam wszystkich! Tylko jedno."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz, proszę państwa, dylemat. Umowa, zakaz, podstępne działanie w celu złamania zakazu, nieposłuszeństwo, obżarstwo, wreszcie celowe udawanie niewinności w obliczu niezaprzeczalnych dowodów winy. Niesubordynacja. Brak skruchy. &lt;br /&gt;A może inaczej. Twórcze, odważne i ostrożne, zaplanowane i przemyślane działanie w celu osiągnięcia sukcesu na upragnionym polu, pomimo poważnych przeszkód. Uczciwość i empatia względem bliźniego. Szczerość oceny  własnego zachowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały mój problem w byciu kiepską mamą polega na tym, że ja naprawdę widzę to drugie. Czasem zmuszam się, żeby patrzyć inaczej a motywuje mnie myśl: "Nie, no przy takiej samowolce całej ekipy niechybnie zwariuję przed końcem tygodnia!" Ale w naturalny sposób wciąż fascynuje mnie prawdziwość natury dziecięcej. Hela uwielbia ciastka, przecież wiem, nie ma szans, żeby się uchowały dłużej niż Hela uzna, że to możliwe. I dała mi to do zrozumienia. A potem podjęła samodzielne działanie. Cóż, i tak bohatersko czekała całe dwa dni do świąt. A brak skruchy? Przecież nie można żałować, że się zjadło takie pyszne ciastko! Dziecko też człowiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Córeczko nie bałaś, że spadniesz?"&lt;br /&gt;"Nie. Przecież pięciolatki nie spadają. No, może na placu zabaw czasem spadają jak wysoko wejdą.  Ale na placu zabaw można spadać."  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jedno zdjęcie, w klimacie świąt. Z najlepszymi życzeniami w błogosławionym czasie Bożego Narodzenia. Życzę sobie i wam cichości Maryi i mądrości Trzech Mędrców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZEgd6myBglE/Tv_pGzEnE7I/AAAAAAAAAKo/rUiU4M-pCLM/s1600/z%2Btelefonu%2B048.jpg" imageanchor="1" style=""&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZEgd6myBglE/Tv_pGzEnE7I/AAAAAAAAAKo/rUiU4M-pCLM/s320/z%2Btelefonu%2B048.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-4406256497606047125?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/4406256497606047125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/samoedukacja-czyli-jak-zdobywane-sa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4406256497606047125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4406256497606047125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2012/01/samoedukacja-czyli-jak-zdobywane-sa.html' title='Samoedukacja, czyli jak zdobywane są szczyty'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ZEgd6myBglE/Tv_pGzEnE7I/AAAAAAAAAKo/rUiU4M-pCLM/s72-c/z%2Btelefonu%2B048.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-3301779436017254268</id><published>2011-12-15T01:19:00.004+01:00</published><updated>2011-12-15T01:22:49.950+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='język angielski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='techniki edukacyjne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauczanie domowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metody edukacyjne'/><title type='text'>Angielski cioci Elwirki</title><content type='html'>Od początku roku nurtowała mnie kwestia co zrobić z nauką języka obcego. Mam absolutną pewność, że tego tematu sama nie ogarnę, nawet z cudowną pomocą super materiałów i stron w sieci. Nie da się, nie umiem, wstydzę się tego strasznie, nawet przez maturę przebrnęłam z trudem mimo wielu lat nauki w szkole. Ja zwyczajnie nie wierzę w to, że ja sama mogę obcy język opanować. Mogę po angielsku czytać proste teksty, oglądam filmy nawet bez napisów, ale gdy mam coś powiedzieć? Czarna dziura z krępującym eeee w środku. Żenada.&lt;br /&gt;Nie uważam zresztą, żeby nauka języka w szkole - w naszym systemie klasowym - miała sens i planuję wysłać córki na poważny kurs językowy gdy będą starsze. Tymczasem jednak pozazdrościłam innym dzieciom i zaczęłam kombinować. Może jednak coś by się dało? Tylko jak to zrobić z dziećmi, które nie czytają i nie piszą? A właściwie kto by coś takiego mógł zrobić za mnie? Zwierzyłam się przyjaciółce z moich trosk, a pamiętając, że kiedyś organizowała takie domowe lekcje angielskiego dla małej grupy dzieci wśród znajomych spytałam nieśmiało o radę. A może raczej walnęłam prosto z mostu czy by nie zrobiła z takimi maluchami? Zrobiłaby, czemu nie. Wie jak, ma pomysł, prowadzi takie zajęcia domowe dla kilku małych grup w różnym wieku... I sama też ma córeczki - rówieśnice moich, niech się uczą razem. Hurra! I tak zaczęła się nasza przygoda z prywatnymi zajęciami angielskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nietrudno się domyślić, że dzieci te zajęcia uwielbiają. Ciocia jest wspaniała a język angielski ciekawy. Ja sama z zainteresowaniem podglądam pracę naszej domowej grupy językowej i najbardziej zachwyca mnie podejście "pani nauczycielki" do dzieci i wspólnej ich pracy. Ciocia Elwirka kocha się śmiać z dziećmi i każda pomyłka jest ku temu okazją. Dzieci się śmieją a "pani" wraz z nimi. Ciocia Elwirka ma dużo pomysłów i każda lekcja zawiera nowy element: wierszyk, zabawę ruchową - coraz to bardziej rozbudowaną i urozmaiconą, grę planszową, zgadywankę. Każda lekcja utrwala wiedzę z poprzednich zajęć i wprowadza nowy element powiązany tematycznie lub skojarzeniowo ze znanymi już słowami, podczas każdej lekcji dziewczynki wykonują pracę plastyczną, by nowe słówko poznać i zapamiętać, znane przypomnieć i zapamiętać lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qtqA68skRRc/Tuk6AhO8cQI/AAAAAAAAAJs/eoEaITh6lFY/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B240.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-qtqA68skRRc/Tuk6AhO8cQI/AAAAAAAAAJs/eoEaITh6lFY/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B240.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza lekcja (cytuję konspekt zajęć nauczycielki):&lt;br /&gt;1. Przywitanie: &lt;i&gt;Hello!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;2. Colours for today: &lt;i&gt;red, green, yellow and orange&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;3. Colours together with fruits [kolory w połączeniu z owocami na kolorowych kołach - z jednej strony kolorowe koło, na drugiej przyklejony obrazek - będą służyły jak MEMORY (skojarzenia)]: &lt;i&gt;a red cherry, a green apple, a yellow banana, an orange orange&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;4. Pożegnanie &lt;i&gt;Bye, bye!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda banalnie? Nie jest! Nie macie pojęcia jak fantastyczną zabawę można zorganizować dzieciom za pomocą czterech kolorowych kół z obrazkami. Choć właściwie pewnie macie, skoro jesteście fanami ed ;). Dziewczynki oczywiście rysowały kosz z owocami, który później wisząc na ścianie służył jak ściąga. A zajęcia skończyły się pełną śmiechu zabawą podczas której dziewczyny musiały reagować określonym zachowaniem na uniesiony w górę i wymieniony przez ciocię kolor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie zajęcia przypominały poznane słówka (zabawa z kolorowymi kołami), utrwalały (wypełnianie kolorowanki wg polecenia) a następnie wprowadzone zostały nowe kolory: &lt;i&gt;blue and brown&lt;/i&gt; w połączeniu z zabawkami &lt;i&gt;a blue ball, a brown teddy bear &lt;/i&gt;. Oczywiście przybyły dwa nowe koła a na koniec zajęć urozmaicenie w zabawie ruchowej. [Od tamtych zajęć ukochany miś Nadziejki dostał nowe imię i jest teraz misiem Teddy...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pBIHZYNj1uw/Tuk696dvq5I/AAAAAAAAAJ4/aSSubqwV8HU/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B246.jpg" imageanchor="1" style=""&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-pBIHZYNj1uw/Tuk696dvq5I/AAAAAAAAAJ4/aSSubqwV8HU/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B246.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GlinMP7VgC0/Tuk6-LWXodI/AAAAAAAAAKI/V6ObjWHSRx4/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B250.jpg" imageanchor="1" style=""&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-GlinMP7VgC0/Tuk6-LWXodI/AAAAAAAAAKI/V6ObjWHSRx4/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B250.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vZ-Q3pnw-Ps/Tuk6_EhtcpI/AAAAAAAAAKQ/uinUGY90syY/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B252.jpg" imageanchor="1" style=""&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-vZ-Q3pnw-Ps/Tuk6_EhtcpI/AAAAAAAAAKQ/uinUGY90syY/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B252.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznały też dziewczynki jedną zwrotkę wierszyka. Trudności w wypowiadaniu kolejnych zdań były nieustanną okazją do śmiechu i ponawiania prób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;A little poem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hello yellow, hello blue&lt;br /&gt;hello red and how are you?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hello orange, hello green&lt;br /&gt;hello brown, please play with me!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde kolejne zajęcia kryją niespodziankę. W zabawie dzieci muszą reagować na polecenie &lt;i&gt;Teddy - bears sleeps&lt;/i&gt; i udawać, że śpią lub &lt;i&gt;balls jump&lt;/i&gt; i skakać jak piłeczki. Kolorowe koła pomagają przypominać kolory ale są też grą w zgadywanie - jaki obrazek ukryty jest po drugiej stronie. Dziewczynki wykonały też obrazek kolorowej lalki,wyklejankę, przyklejając kolejne elementy zgodnie z poleceniem cioci - nazywanie kolorów - a gotowy obrazek przedstawiał nowe słowo &lt;i&gt;a doll&lt;/i&gt;. Oczywiście trenowanie wypowiadania kolejnych zdań wierszyka stanowi nie lada wyzwanie i pełną emocji i śmiechu zabawę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż jeszcze można wymyślić dla pięciolatków? Puzzle oczywiście. Nowe zabawki - nowe słowa - &lt;i&gt;a car, a plane&lt;/i&gt; zostały złożone z elementów, przyklejone i pokolorowane,  chwilę później dziewczynki z werwą latały jak samoloty i jeździły jak samochody po całym pokoju sprawnie reagując na wypowiadane po angielsku polecenia cioci.&lt;br /&gt;Inna nowa rzecz - gra planszowa w której kostka zamiast cyferek ma kolorowe kółka i żeby przesunąć pionek na następne pole trzeba głośno powiedzieć nazwę koloru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qItb2TxCUlA/Tuk7hG7x4GI/AAAAAAAAAKc/xs5LbOmG1yQ/s1600/z%2Btelefonu%2BNiny%2B271.jpg" imageanchor="1" style=""&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-qItb2TxCUlA/Tuk7hG7x4GI/AAAAAAAAAKc/xs5LbOmG1yQ/s320/z%2Btelefonu%2BNiny%2B271.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynki wspaniale się bawią podczas tych zajęć, poznają pierwsze słowa w obcym języku choć wcale nie umieją pisać i czytać (zresztą gdy w swoim języku - polskim - poznawały nazwy kolorów i zabawek też nie umiały wcale czytać i pisać) a poza tym uczą się uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez nie-mamę :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mama patrzy na to z boku i z dumą, i z zadumą oddaje się banalnej refleksji "jak ten czas szybko płynie, jakie one już duże!" i "dlaczego ciocia prowadzi zajęcia lepiej niż ja?!?" Ale to zapewne tylko tak z boku wygląda, no nie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-3301779436017254268?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/3301779436017254268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/12/angielski-cioci-elwirki.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3301779436017254268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3301779436017254268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/12/angielski-cioci-elwirki.html' title='Angielski cioci Elwirki'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-qtqA68skRRc/Tuk6AhO8cQI/AAAAAAAAAJs/eoEaITh6lFY/s72-c/z%2Btelefonu%2BNiny%2B240.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-8746083909956722659</id><published>2011-12-04T00:02:00.001+01:00</published><updated>2011-12-04T00:06:28.868+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='negocjacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świat oczami dziecka'/><title type='text'>Negocjacje, oraz dlaczego Kopciuszek nie robi siku?</title><content type='html'>Ponieważ absolutnie nie mam sił na komponowanie niczego nowego, a popełniłam w maju ciekawy tekst doskonale wpasowujący się w nurt mojej edu domowej, która nieraz bardziej przypomina antypedagogikę niż pedagogikę więc pozwalam sobie zacytować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Negocjacje, oraz dlaczego Kopciuszek nie robi siku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaaferowana utrudnianiem małżonkowi skręcania łóżka dla panienek dość późno usłyszałam donośne odgłosy szarpaniny i bijatyki. Panienki walczyły zaciekle o kawałek folii przekrzykując się wzajemnie (“moje! puszczaj! oddaj! mamo!” itp). Gdy retorycznie zapytałam lekko udręczona czy znowu się biją zgodnie oświadczyły, że owszem – tak. “Bijecie się o kawałek folii? Przecież to jest śmieć, no nie?” wolałam się upewnić bo właściwie nigdy nic nie wiadomo… A jednak śmieć, dziewczyny potwiedziły. “No to trzeba go wyrzucić” oświadczyłam beztrosko i z przekonaniem, i tu się sprawa wyjasniła. Dziewczynki wytrwale trzymające cały czas śmiecia wszystkimi rękami dziarsko potwierdziły: “Tak, wyrzucić!” i podjęły zawieszoną na czas rozmowy szarpaninę o to, która śmiecia wyrzuci. “Słuchajcie, to może ja przetnę folię tak by każda z was mogła wyrzucić swój kawałek!” zaproponowałam odkrywczo. Podziałało, wystarczyło sięgnąć po nożyczki, rozciąć na trzy części i po awanturze. &lt;br /&gt;I choć zabawne wydawać się może przecinanie śmiecia na trzy wzdycham sobie teraz po cichu (oczywiście w kontekście nawracających kłótni moich córek), jaka to szkoda, że nie zawsze negocjacje są tak proste…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I druga kwestia. Wieczorne czytanie bajek trwa ostatnio bardzo długo, bo nie dość, że książki są trzy – dla trzech dziewczyn, to na dodatek niezmiennie pojawiają się pytania i komentarze. Moja Helena pyta dziś – a na twarzy widnieje zakłopotana i bardzo poważna mina – “czy Kopciuszek robi siku?”. Odruchowo zaprzeczyłam, bo rzeczywiście w bajce mowa była o spaniu w popiele a nie sikaniu, ale zaraz z wrodzoną prostolinijnością sprostowałam, że skoro każdy robi, to Kopciuszek też, tylko akurat… jakby… nie tutaj, nie w tym opowiadaniu? “Ale przecież nie robi! Nigdy nie robi!” No i czytanie bajki poszło w diabły. Bo rzeczywiście, jak to jest, robi czy nie? Nigdy, w żadnej wersji bajki żaden Kopciuszek nigdy nie chodzi robić siku! A jeśli by robił to gdzie? Pozwoliłam sobie na dłuższy wykład mający na celu wyjaśnienie kwestii. Na nocnik za duży, nie mógłby korzystać z “toalety” macochy i jej podłych córek tylko raczej tej dla służby. Czyli tzw. sławojka (tutaj pomogły wspomnienia z wakacji na wsi i obecność tamże małego drewnianego, zamieszkanego przez pająki i nieludzko śmierdzącego domku). Albo ewentualnie zimą w mrozy jakieś wiadro… Nadzieja przy wiadrze nie wytrzymała i dostała ciężkiego ataku śmiechu, a Łusinka słysząc wykład o nocnikach pod łóżkami Jaśnie Państwa szybko pobiegła przynieść własny – czyli Nocne Kołołóżkowe Zabezpieczenie. Czytanie bajki zaś zastąpione zostało długą rozmową o ewolucji miejsca i sposobu załatwiania wybranych potrzeb fizjologicznych.&lt;br /&gt;Ale tak właściwie to czy Kopciuszek robi…? Przecież jest fikcyjny, bajkowy! Więc skoro autor nie nadał mu tej funkcji życiowej to może jej nie ma? Moja Najstarsza mówi czasem o bohaterach bajek “on nie jest prawdziwy!” A jeden z bohaterów “Epoki Lodowcowej” (dziecko nomen omen!) zasugerował, że gdyby “osioł miał biegunkę byłby bardziej wiarygodny..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-8746083909956722659?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/8746083909956722659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/12/negocjacje-oraz-dlaczego-kopciuszek-nie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8746083909956722659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8746083909956722659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/12/negocjacje-oraz-dlaczego-kopciuszek-nie.html' title='Negocjacje, oraz dlaczego Kopciuszek nie robi siku?'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-195556969571529391</id><published>2011-11-30T22:54:00.000+01:00</published><updated>2011-11-30T22:54:38.270+01:00</updated><title type='text'>Bajkowy prezent</title><content type='html'>Moja kochana siostra wpadła na znakomity pomysł. Jak obdarować liczną gromadkę siostrzeńców? (a jest co obdarowywać, moja siostra ma 8 siostrzenic i 2 siostrzeńców!). Nie sposób kupić im prezentów, nie są też zbyt chętni wszyscy do noszenia meksykanek... Siadła więc moja siostra do pisania, a to jej nieźle wychodzi, i sprawnie zaczęła pisać bajki. Zamieszczam &lt;a href="http://mida.salon24.pl/369079,nadziejka-i-smok"&gt;tutaj&lt;/a&gt; link do jej blogu, gdzie opublikowała bajkę napisaną specjalnie dla mojej najstarszej Nadziejki. Jeśli ktoś chciałby poznać bliżej moją ukochaną córcię to właśnie w tym miejscu! Gorąco polecam. Bajka opowiada o spotkaniu Nadziejki i smoka Eryka... i naprawdę wcale bym się nie zdziwiła gdyby ta historia wydarzyła się naprawdę. :))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-195556969571529391?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/195556969571529391/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/bajkowy-prezent.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/195556969571529391'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/195556969571529391'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/bajkowy-prezent.html' title='Bajkowy prezent'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-3607224447543883751</id><published>2011-11-30T14:12:00.002+01:00</published><updated>2011-12-04T00:07:21.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>W krainie marzeń</title><content type='html'>Niestety moje córki nie lubią książek. Ha! Głupio brzmi? I wcale nie jest to prawda na dodatek. Moje córki SYPIAJĄ z książkami. Ale porządna książka musi mieć ładne obrazki. Dużo obrazków. Mało liter. Krótki tekst. Mama czyta, krótkie opowiadanie a potem zaczyna się lot w krainę marzeń. Zwyczjnie Nadziejka i Łusia opowiadają sobie historie same, w oparciu o przeczytany przez mamę tekst opowiadają długie bajki przyglądając się obrazkom. Te bajki żyją, bohaterowie toczą spory, żenią się, wyznają sobie miłość, kłócą się i godzą. Przeżywają niezwykłe przygody. &lt;br /&gt;Ale warunkiem powstawania tych "opowieści na dobranoc" jest bogato ilustrowana książeczka. Z krótkim tekstem. Jak wygląda taka książeczka? Nie ma się czym chwalić, najlepiej jeśli jest to "Barbie" albo któraś z klasycznych bajek, albo współczesnych wersji bajek animowanych... byleby bogato ilustrowana. Najbardziej lubię wyimaginowane spotkania Barbie z Cliffordem, lub Calineczki z Królem Lwem... eh, jak Łusia się zapamięta w opowiadaniu bajki to efektem jest rozbudzona gwałtownymi okrzykami Natalka.  Widocznie zdaniem mojej córki nawet bajka na dobranoc musi być ciekawa. "Musi być jakieś życie na osiedlu."&lt;br /&gt;Hela zaś sypia z dziecięcymi encyklopediami. Książeczkami przyrodniczymi. "Ciekawe dlaczego?", "Ciało człowieka", "Jak zwierzęta poruszają się", "Encyklopedia przedszkolaka" itp... Ciężkie, duże cegły. A moja funkcja to czytanie podpisów do ilustracji i naukowych wyjaśnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książki na dobranoc? Długie opowieści, które czyta się fragmentami codziennie kontynuując opowieść rozpoczętą poprzedniego wieczoru? Nic z tego. I dlatego książki, które gromadzę dla dziewczyn narazie się kurzą na półkach. Czytamy za to krótkie opowiadania. "Cztery pory baśni" Włodzimierza Dulemby. "Pan Kuleczka" Wojciecha Widłaka. "Detektyw Pozytywka" Grzegorza Kasdepke. Książeczki z serii:  "Poczytaj mi mamo". Bajki prozą i wierszem, klasyczne i uproszczone (choć w tych drugich wprowadziłam jakiś czas temu cenzurę, bo niektóre uproszczenia są bezdennie głupie). Najchętniej dziewczynki słuchają wymyślanych przeze mnie na bieżąco bajek. Ba! czynnie owym wymyślaniu biorą udział! Kupa śmiechu i radości, brzuchy nas bolą a na koniec zachwycone panny zasypiają "mamo, ta bajka była super!"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz na jakiś czas wyciągam książkę, długą historię "Czarnoksiężnik Oz" na przykład ostatnio był to. "Mamo, to nudne" oświadczyła trzeciego wieczoru Hela. Nadziejka już drugiego dnia wyciągnęła własną książkę i równo mnie olała. Martwi mnie to. Przez chwilę. &lt;br /&gt;Podobno gdy byłam mała moja mama czytała mi na dobranoc całą masę książek. Nie pamiętam żadnej z nich! &lt;br /&gt;Jakie książki pamiętam z własnego dzieciństwa... &lt;br /&gt;"101 dalmatyńczyków" Ilustrowana zdjęciami z filmu Disney'a historia zagubionych szczeniaków. Przy czym myśmy wtedy nie mieli telewizora i nie znałam tej bajki, a książka była spora i miała dość długi tekst. To była moja pierwsza samodzielnie przeczytana książka, pierwsza zarwana noc ;). Miałam chyba 8 lat. Rodzice na noc gasili lampki i żeby książkę dokończyć musiałam zgasić światło, odczekać aż zasną, zapalić i czytać dalej, po cichutku...&lt;br /&gt;"Mała księżniczka" była drugą długą książką. Wciąż miałam 8 lat ale nocy musiałam poświęcić więcej... "Pollyanna" była trzecia. I na jej konto należy zapisać kilka kolejnych pozarywanych nocy. I wojnę z rodzicami o palące się po nocach światło. Oraz czytanie pod kołdrą przy latarce. &lt;br /&gt;Nie pamiętam kolejności pozostałych pozycji ale jest kilka takich, które na całe życie zapadły mi w pamięci. Gromadzę je teraz na półce dla moich córek. Bo jestem przekonana, że przyjdzie taki moment, gdy opowiadane przez mamę bajki nie będą się umywały do historii czytanej osobiście. I mogę się założyć, że też w środku nocy. Dobrze, że mamy tę edukację domową, będą się mogły dziewczyny wysypiać, albo czytać w dzień, normalnie, jak ludzie. Bez tej koszmarnej, przeszkadzającej w życiu szkoły ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ ktoś mnie podpytywał przypomnę tu kilka tytułów wspaniałych, mądrych lub po prostu zabawnych książek, którym zawdzięczam niezwykłe przygody w krainie marzeń. To będą moje prywatne wspomnienia. &lt;br /&gt;"Opowieści z Narni" - najwspanialsza książka na świecie! (Następny równie wpsaniały jest Tolkien, ale dla ciut starszych dzieci moim zdaniem.) &lt;br /&gt;Wszystkie książki Kornela Makuszyńskiego. "Panna z mokrą głową" pierwsze łzy wzruszenia pod powiekami, "Przyjaciel wesołego diabła" - szlochałam z głową pod poduszką czytając tę książkę a lekcję prawości zapamiętałam na zawsze. &lt;br /&gt;"Jana ze wzgórza latarni", najlepsza, moim zdaniem, dla dzieci, książka L.M.Montgomery. Kategorycznie kazałam kupić ją sobie na urodziny po przeczytaniu jej w czytelni szkolnej. Niestety, nie udało mi się trafić na tłumaczenie, w którym ją poznałam ("Janka z Latarniowego Wzgórza", nawet nie wiem, czy było lepsze, miałam do niego sentyment, po naszym "pierwszym razie" ;)) &lt;br /&gt;Cała seria o Pippi, książki zaczytane przeze mnie na amen, stoją na półce i czekają niecierpliwie na zainteresowanie moich córek. &lt;br /&gt;"Rasmus, rycerz białej róży" A. Lindgren. "Bracia Lwie Serce" - kolejne serdeczne łzy wsiąkające w poduszkę. &lt;br /&gt;"Nawiedzony dom" i inne książki z serii Chmielewskiej o Janeczce i Pawełku - gromkie salwy śmiechu wzbudzające konsternację otoczenia. Samo wspomnienie tej książki sprawia, że się śmieję. &lt;br /&gt;Książki Rolada Dahla a tu króluje "Wielkomilud", bardzo smakołykowata książeczka. Dopadłam ją na studiach i przeczytawszy zgrzytałam zębami ze złości, że nie znałam jej będąc dzieckiem. Kupiłam w antykwariacie gdy miałam 20 lat z myślą o moich przyszłych dzieciach. I dobrze zrobiłam, bo dziś nie sposób znaleźć jej w tamtym, najzabawniejszym, tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego. Zresztą ponoć książeczki pana Dahla (z wyjątkiem tej) czytała nam na dobranoc mama, czego zupełnie nie pamiętam, i złości mnie do dziś, że nie podsunęła mi tych książek, kiedy już potrafiłam czytać samodzielnie.&lt;br /&gt;"Mikołajek i inne chłopaki". Cała seria, wszystko jak leci. Moje córki na razie pokochały film. "Tajemniczy ogród", "Malutka czarownica" - ukochana książeczka dzieciństwa, zamiast odrabiać lekcje przysłuchiwałam się jak moja mam czyta ją mojemu młodszemu rodzeństwu.&lt;br /&gt;"Doktor Dolittle" Niesamowite przygody w świecie gadających zwierząt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozycji było oczywiście więcej, dużo więcej, ale te były pierwsze na liście pamięci. Może komuś się przyda takie wspomnienie. A ja na chwilę wróciłam do ukochanego miejsca, jakim jest do dziś kraina marzeń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-3607224447543883751?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/3607224447543883751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/w-krainie-marzen.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3607224447543883751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3607224447543883751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/w-krainie-marzen.html' title='W krainie marzeń'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-1733397682619806274</id><published>2011-11-27T13:09:00.000+01:00</published><updated>2011-11-27T13:09:57.723+01:00</updated><title type='text'>Zapraszam do Dużego Latającego Przedszkola</title><content type='html'>Sobotnie zajęcia organizowane wspólnie z bratową i przyjaciółką Kasią są opisane i zobrazowane na jej blogu, zapraszam do czytania i podziwiania radości i twórczości naszych dziewczyn &lt;a href="http://http://latajaceprzedszkole.blogspot.com/2011/11/paluszkowe-laleczki.html?showComment=1322395363752#c5040872336918990031"&gt;tutaj.&lt;/a&gt; :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Cpdd2ynP4nQ/TtIoewM7TsI/AAAAAAAAAJU/d200kYa27uE/s1600/2011-11-261.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Cpdd2ynP4nQ/TtIoewM7TsI/AAAAAAAAAJU/d200kYa27uE/s320/2011-11-261.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lCotXs7H4Ag/TtIofHGjvTI/AAAAAAAAAJc/p-c0S4H5a9M/s1600/P1000199.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="214" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-lCotXs7H4Ag/TtIofHGjvTI/AAAAAAAAAJc/p-c0S4H5a9M/s320/P1000199.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-1733397682619806274?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/1733397682619806274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/zapraszam-do-duzego-latajacego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1733397682619806274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1733397682619806274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/zapraszam-do-duzego-latajacego.html' title='Zapraszam do Dużego Latającego Przedszkola'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Cpdd2ynP4nQ/TtIoewM7TsI/AAAAAAAAAJU/d200kYa27uE/s72-c/2011-11-261.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-6338382873280134306</id><published>2011-11-26T22:57:00.002+01:00</published><updated>2011-11-26T23:27:09.934+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojciech Cejrowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pytania i odpowiedzi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samoedukacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja przyrodnicza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiedza oświecie'/><title type='text'>Palcem po mapie i boso przez świat</title><content type='html'>Jedna z najwspanialszych zalet bycia mamą domową to możliwość nieustannego obserwowania dzieci. Uwielbiam to. Czuję się jak odkrywca, badacz, staram się być chłonąć indywidualność swoich córek. Zapamiętywać.Rozumieć. Jestem głęboko przekonana, że jeśli dobrze zrozumiem je dziś, będę je rozumieć zawsze.  A to pomoże mi w byciu dobrą matką, osobą, która uczy drogi przez życie. Dość o tym, do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natalka to takie małe słoneczko, trudno jeszcze wyrokować. Ale pogodę ducha ma gdzieś głęboko w genach zapisaną. Jak i upór w dążeniu do celu. To martwi chwilami ale dobrze rokuje na jej przyszłość. I niezależność. Te dwie cechy zresztą idą w parze u wszystkich moich córek. Może po prostu u wszystkich dzieci? Ciekawe czy w aż takim stopniu... Ktoś powinien stworzyć "skalę uporu i niezależności" i metody pomiaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łusia to wojowniczka i awanturnica. Manipulantka. Niezależna i uparta. Słodka i kochana, oraz przytulna. Zadania do domowej nauki ustawia sobie sama - nawet jeśli ja je przygotuję, wyjaśnię, to ona jednak po swojemu je wykona i oczywiście wytłumaczy dlaczego tak a nie inaczej. Wie czego chce. Ale jest jak jako mądrzejsze od kury. Ciekawe czy ugotuje się pewnego dnia na twardo, czy też będzie słynnym naukowcem lub wynalazcą. &lt;br /&gt;[Wbrew mojej sugestii zabierała wszędzie swoją lalkę barbie (jedną jedyną! każda córka ma tylko jedną taką lalkę). "Zgubisz córeczko." "NIE ZGUBIĘ!" Coś ostatnio tej lalki nie widzę w domu, pytam młodą - gdzie twoja lalka? "Zostawiłam na kamieniu" Czasem mam wrażenie, że mieszkam w cyrku. "Jakim kamieniu?!" wyrwał mi się jęk; "Czarnym!" z przekonaniem oświadcza trzylatka. "I chrupał!" Tego nie wytrzymał mąż: "Jak to chrupał? kamienie nie chrupią!!" "CHRUPAŁ! Jak położyłam lalkę to chrupał!" szorstki kamień... "Na placu zabaw?" "Nie, na placu zabaw nie ma kamieni! Tam, tam daleko! Przynieś. Leży na kamieniu." Spokojna pewność siebie. Gdzież to młoda znalazła czarny kamień... na cmentarzu?? "Tak, na cmentarzu, tam daleko" oświadczyła spokojnie a ze spojrzenia wyczytałam stalowe "NO PRZECIEŻ MÓWIĘ". Najpierw nerwowo, zirytowana, a potem coraz spokojniej wytłumaczyłam, że lalka nie do odzyskania i nie do odnalezienia. I żaden kamień nie pomoże. Ale nie umiałam się porządnie pogniewać. Czarny kamień, który chrupie...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hela jest badaczką. Póki była za mała, żeby chodzić spała i jadła na zmianę. Myślałam, że to takie spokojne dziecko... A potem wstała na nogi, wlazła na krzesło, z krzesła na stół, potem na parapet a potem postanowiła sprawdzić "jak się otwiera okno...?" Przez długi czas wszystkie krzesła stały obrócone do góry nogami na stołach.&lt;br /&gt;"Mamo, chciałabym polecieć do tej chmury. Jak będę dorosła to polecę." Córka poetka? Skąd! Po prostu ciekawa jak wygląda chmura z bliska. Zero poezji.&lt;br /&gt;"Mamo, ty nie jesteś bardzo złą czarownicą." "A skąd wiesz? Może właśnie jestem straszliwą czarownicą?" "Nie jesteś. Ty używasz miotły do zamiatania a nie do latania. Nie możesz polecieć coraz wyżej i wyżej. Jakbyś mogła polecieć i byś mnie zabrała to ja  będę się bała tak lecieć coraz wyżej i wyżej. Mamo a ty się boisz tak lecieć wyżej i wyżej?" "Nie córeczko.." "Ale nie polecisz. Nie jesteś liściem. Liście mogą lecieć, są lekkie." [wracałyśmy z baletu, rzeczywiście dookoła nas na wietrze unosiły się jesienne liście] "Mogłabym polecieć inaczej. Samolotem, albo balonem" mówię spokojnie. "Ale w balonie potrzebowałabyś ciepłego powietrza. Musiałabyś zapalić ogień, cały balon mógłby się spalić." Rozmowy z Helenką sprawiają, że czuję się naprawdę radosna. Helenka ma 5 lat. Helenka obserwuje, bada, dotyka, niestety rozkłada na kawałki niekiedy, szuka przyczyny. I zostawia bałagan. Sprzątanie jest dla śmiertelników, nie dla naukowców. Helenka myśli. Na dzięcioła mówi "stukacz" lub "dziuplec", kiedy jest grzeczna - jest "sforna". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadziejka przyszła do mnie ostatnio z opowieścią. "Mamo, a pamiętasz tego małego indiańskiego chłopca?" "Którego chłopca?" byłam zupełnie zdezorientowana. "Indiańskiego chłopca z Ameryki!"  Zaczęłam poszukiwać w pamięci spotkania indiańskim chłopcem (z Ameryki!) a w tym czasie córka snuła opowieść. O "Indiańskim przyjęciu" urodzinowym, na którym pani przebrana w indiański strój pokazywała tańce, pomagała robić pióropusze. O zajęciach "Latającego przedszkola" podczas których tańczyłyśmy taniec, robiłyśmy pióropusze a ciocia Kasia za pomocą mediów (telewizja i internet) pokazywała indiańskie domy... Wreszcie o "tym małym indiańskim chłopcu!" o którym wiem... Wiem? "No z Ameryki!" Ameryki jeszcześmy nie zwiedzały. Ale czytałam ostatnio "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego a Nadziejka z fascynacją oglądała zdjęcia. Jak ją znam to na pewno pytała "kto to jest, gdzie mieszka, a gdzie jest jego mama?" Jak siebie znam to na pewno rzetelnie opowiedziałam jak najprostszymi słowami wszystko co wiem. Czyli pewnie i Ameryka gdzieś padła... choć zabijcie mnie - nie pamiętam kiedy! Cóż, córka pamięta. &lt;br /&gt;Przyniosłyśmy globus. Wystartowałyśmy z Polski, samolotem do Ameryki północnej, tam przesiadka i drugim samolotem do Ameryki południowej. Najpierw dość pobieżnie obejrzałyśmy dolinę Amazonki i rzeczne delfiny. A potem ruszyłyśmy "Boso przez świat" z panem Wojtkiem do indiańskiej wioski podglądać życie indiańskiego chłopca. Przy filmie Hela wymiękła. Przestało być ciekawie, nic do badania, macania, doświadczania, rozkminiania... nudy! Nadzieja wrosła w krzesło. Posypały się pytania: "a co on robi, a dlaczego?" film był za krótki :) Mama służyła tylko do udzielania odpowiedzi na niecierpiące zwłoki pytania. Nieciekawe zajęcia? Żadnych zdjęć, zero akcji... Nadziejka to lubi. Chłonie opowieści, stoi z boku, obserwuje, zapamiętuje. Ludzie, relacje, związki społeczne, mechanizm i przyczyny ich funkcjonowania. Różnice. Podobieństwa. Nadziejka nie radzi sobie z puzzlami i układankami - ma lekko opóźniony rozwój analizy i syntezy wzrokowej i słuchowej. Ale łączenie elementów opowieści, czy też kilku różnych opowieści - to jest to. Zapamiętuje to co zaobserwuje na przestrzeni wielu miesięcy a potem hop! wyłuskuje główką z worka pamięci opowieści o "indiańskim chłopcu" i żąda pomocy w usystematyzowaniu. A ja stoję obok i z zapartym tchem obserwuję: moje dziecko ukochane, jego indywidualność, naturalną mądrość, pragnienie wiedzy... i uruchamiam odpowiedni film, wyjmuję odpowiednią książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie moja rola sprowadza się do nauczenia dziewczyn korzystania ze źródeł. I do nie przeszkadzania w samoedukacji. &lt;br /&gt;I, oczywiście, do pozamiatania! Skoro nie jestem "złą czarownicą"...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-6338382873280134306?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/6338382873280134306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/palcem-po-mapie-i-boso-przez-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6338382873280134306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6338382873280134306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/palcem-po-mapie-i-boso-przez-swiat.html' title='Palcem po mapie i boso przez świat'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-8462998742493178923</id><published>2011-11-16T23:28:00.004+01:00</published><updated>2011-11-17T11:27:30.421+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='doświadczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja przyrodnicza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świat oczami dziecka'/><title type='text'>Co pływa a co tonie? Czyli jak zabić dziecku ćwieka</title><content type='html'>Kiedy mama Borejkowa leżała chora w szpitalu jej córki borykały się z szarą rzeczywistością PRLu; Gabrysia usiłowała "ogarniać", Ida rozpaczała, Nutria zmagała się z akceptacją własnej kobiecości (czy raczej jej brakiem - akceptacji rzecz jasna) a mała, dzielna Pulpa z braku innych zajęć przeprowadzała naukowe doświadczenia. [Mowa oczywiście o bohaterkach Jeżycjady autorstwa Małgorzaty Musierowicz.] Spokojna i zrównoważona Patrycja, zwana Pulpą, szukając czegoś pewnego w dziwnym świecie zmuszała różne rzeczy do pływania... i oczywiście wszystko rzetelnie, i uczciwie opisywała w listach do mamy. Patrycja była pogodną dziewczynką i pewnie z tego powodu uważała, że wszystkie te przedmioty "lubią" pływać. Zdecydowanie nie dla wszystkich pomysł pływania okazał się trafiony. "Piniondz lubi pływać. Głupi piniondz, bo tonie." Zapamiętam ten cytat do końca życia. Efektem ubocznym owych doświadczeń był zapchany odpływ w umywalce. Cóż, postanowiłam uniknąć komplikacji i uprzedzić pomysłowość swoich córek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka tygodni temu dostałam od mamy dwie śliczne, szklane salaterki. Duża i mała, obie z przezroczystego szkła, obie w kształcie kuli z odciętym czubkiem, w sam raz na owoce lub sałatkę. Szał ciał i wielka radość. I oczywiście przerażenie, co z nimi robić?! [Mam taki mały feler, że tłukę wszystko co z ładnego przezroczystego szkła. Nie wiem, może jest zbyt przezroczyste i nie wiedzę, lub zbyt śliskie, a może za bardzo się śpieszę "ogarniając" kuchnię, kto wie... Dość, że wytłukłam wszystkie nieomal szklanki, kilka dzbanków i teraz w domu króluje fajans.]&lt;br /&gt;Modliłam się do tych salaterek kilka godzin aż wreszcie zaświtało... Przezroczyste, duże - małe, acha! :) Zaplanowałam, zorganizowałam, zaprosiłam Kasię z Różyczką i oto jest. Świat topienia oczami dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam od ustawienia kilku naczyń, szklanych, przezroczystych, o różnych kształtach i rozmiarach. Dwie szklane miski (duża i mała), wysoka, wąska szklanka, litrowy słoik. Następnie przeprowadziła króciutki pokaz do każdego naczynia nalewając taką samą ilość wody: pełny dzbanek. Oczywiście dziewczynki były przekonane, że najwięcej wody jest w szklance, gdyż była pełna prawie po brzegi. Co ciekawe moje panny już raz uczestniczyły w takim pokazie i sprawdzałyśmy wtedy, przelewając wodę z naczynia do naczynia i porównując poziom, gdzie jest więcej, i oczywiście uzgodniłyśmy, że jest tyle samo. Było to mniej więcej trzy tygodnie temu. Fascynuje mnie najbardziej pojmowanie świata przez dziecko. Pełne prostoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-npr9gcL_yUY/TsQ11iM9JeI/AAAAAAAAAIA/zPowI4SdBW4/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-npr9gcL_yUY/TsQ11iM9JeI/AAAAAAAAAIA/zPowI4SdBW4/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-DQxN46oqoqQ/TsQ191Rxs4I/AAAAAAAAAIM/CP4UJ_RV550/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-DQxN46oqoqQ/TsQ191Rxs4I/AAAAAAAAAIM/CP4UJ_RV550/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B005.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;"Ile wody nalałam?"&lt;br /&gt;"Tyle samo!" &lt;br /&gt;"To gdzie jest najwięcej?"&lt;br /&gt;"W tej wysokiej szklance."&lt;br /&gt;Jaki to oczywiste, prawda? Dobra, ale do rzeczy. Zrobiłam mały pokaz z przelewaniem wody - aby pokazać, że i w szklance i w misce jest wciąż jeden dzbanek wody, a następnie zlałam całą wodę do misek resztę naczyń zabierając ze stołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszykowałam sobie zawczasu całą masę śmieci. Kapsle, plastikowe nakrętki, małe monety, kasztany, kamyki, kawałek materiału, kłaczki waty, kawałki kory, zapałki, plastikową łódeczkę - zabawkę kąpielową. Kolejno wręczałam dziewczynom różne przedmioty do topienia i obserwowałyśmy efekty. I dopiero teraz robi się zabawnie. Dziewczyny chętnie wrzucały, obserwowały, wyławiały, znów wrzucały, znów wyławiały, wpychały pływające kawałki kory pod wodę, sprawdzały czy plastikowy korek będzie wciąż pływał jeśli wrzuci się do niego kamyk lub monetę, starannie wkładały do łódeczki kamyk po kamyku aż łódka nareszcie zatonęła, liczyły zatopione kasztany i te, unoszące się w wodzie, ugniatały mokrą watę, wyciskały ją i wrzucały do wody od nowa, z zapałem moczyły rękawy bluzek, przepychały się i zaglądały do misek. Żadna z nich nie zapytała "dlaczego pływa? dlaczego tonie?" Oczywiście miałam naszykowane proste porównania, odpowiedzi, sugestie małych eksperymentów. Ale tak właściwie zostałam zgodnie olana przez małe eksperymentatorki. Owszem sugestia eksperymentu została dostrzeżona, nawet wykonano eksperyment, ale żeby od razu szukać odpowiedzi na niepostawione pytanie? Tolerancyjnie wysłuchano moich wyjaśnień ale tak naprawdę ugniatanie kłaczków waty i wyławianie monet z dna było znacznie ciekawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EfZ-rqymsNk/TsQ4J5GuWtI/AAAAAAAAAIY/fMFsiwfijnQ/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B008.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-EfZ-rqymsNk/TsQ4J5GuWtI/AAAAAAAAAIY/fMFsiwfijnQ/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B008.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-yCRjEWELFXI/TsQ4KHZQtSI/AAAAAAAAAIk/0jxFn-IwdUU/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-yCRjEWELFXI/TsQ4KHZQtSI/AAAAAAAAAIk/0jxFn-IwdUU/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yyvVw0DCywQ/TsQ4K8QbCgI/AAAAAAAAAI0/fHRQKwhVswY/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B013.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-yyvVw0DCywQ/TsQ4K8QbCgI/AAAAAAAAAI0/fHRQKwhVswY/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B013.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wP2UMSZ_jxo/TsQ4L_E2tkI/AAAAAAAAAI8/TSZx1Jvv6jg/s1600/co%2Bplywa%2Bedudum%2B014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-wP2UMSZ_jxo/TsQ4L_E2tkI/AAAAAAAAAI8/TSZx1Jvv6jg/s320/co%2Bplywa%2Bedudum%2B014.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Całym,niedługim zajęciom przyglądał się mój młodszy brat. Najpierw z zainteresowaniem a następnie z lekkim niesmakiem. "I co, to już wszystko? Nie będziesz im tłumaczyła dlaczego toną lub pływają? A tak właściwie jak zamierzasz im wytłumaczyć że plastik i metal mają inną gęstość?" &lt;br /&gt;Ciekawi Cię to? Odpowiedź jest prosta. Wcale nie zamierzam. Ot i już. Zwykły pięciolatek nawet jeśli zada pytanie "Dlaczego?" raczej nie oczekuje tak szczegółowych wyjaśnień. Porusza się po krainie konkretów. Na razie wystarczają proste odpowiedzi. To jest inny materiał: ten lekki, ten ciężki. Albo: to jest inaczej zbudowane - łódka pływa i kapsel pływa. Ale nalej do kapsla wodę - w miejce wypełniającego go powietrza i kapsel idzie na dno. Jak topiąca się łódź. Albo zegnij go tak by woda MUSIAŁA się do niego nalać - tak samo idzie na dno. I takich prostych odpowiedzi można przedszkolakowi udzielić a one wystarczają. Bo są konkretne. I spójne z tym co dziecko widzi na własne oczy. Są zrozumiałe i wystarczające. Jeśli przedszkolak w ogóle zapyta. (Zdarzają się oczywiście nieprzeciętne przedszkolaki, poznałam takiego przedszkolaka swego czasu, po dziś dzień raduję się, że nie byłam jego nauczycielką. Zadawał za trudne pytania. Musiałabym się nieźle dokształcić.) Jednak zwykle największą frajdą jest utapianie. Wyławianie i utapianie. I znów. Aż się pomarszczy skóra na paluszkach.&lt;br /&gt;"Jaki w ogóle był cel tych zajęć?" Zabić dziecku ćwieka. Ot co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Dziękuję Kasi Odyniec, mojej wspólniczce i bratowej, za wykonanie dokumentacji fotograficznej. Zapewne gdyby nie Ty, Kasiu, tekst byłby goły, łysy i czarno-biały. :) Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-8462998742493178923?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/8462998742493178923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/co-pywa-co-tonie-czyli-jak-zabic.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8462998742493178923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8462998742493178923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/co-pywa-co-tonie-czyli-jak-zabic.html' title='Co pływa a co tonie? Czyli jak zabić dziecku ćwieka'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-npr9gcL_yUY/TsQ11iM9JeI/AAAAAAAAAIA/zPowI4SdBW4/s72-c/co%2Bplywa%2Bedudum%2B003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-179369961371439915</id><published>2011-11-13T21:45:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T21:45:16.898+01:00</updated><title type='text'>Latające przedszkole</title><content type='html'>Zapraszam do czytania sprawozdania ze wspólnego projektu Kasi i mojego. Projekt realizowany w zeszłym roku w soboty i przywrócony w tym. Domowa edukacja dla wszytkich dzieciaków w naszej rodzinie. Uzupełniająco dla zajęć szkolnych - w przypadku dzieci, które do szkoły chodzą, i jako okazja do spotykania się z rówieśnikami, wspólnej pracy i zabawy dla wszystkich niespokojnych duchów naszej rodzinki. Gorąco zapraszam do czytania i oglądania &lt;a href="http://latajaceprzedszkole.blogspot.com/2011/11/latajace-przedszkole.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-179369961371439915?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/179369961371439915/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/latajace-przedszkole.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/179369961371439915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/179369961371439915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/latajace-przedszkole.html' title='Latające przedszkole'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-6179303859979088600</id><published>2011-11-10T23:23:00.002+01:00</published><updated>2011-11-10T23:28:10.788+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emocje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Danuta Wawiłow'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Pożałuj mnie</title><content type='html'>Jak się będziesz gniewać na mnie, &lt;br /&gt;to ołówki ci połamię, &lt;br /&gt;słonia ci nie narysuję, &lt;br /&gt;i pałacu nie zbuduję! &lt;br /&gt;Z kuchni wezmę ci zapałki, &lt;br /&gt;potnę obrus na kawałki, &lt;br /&gt;będę płakać coraz gorzej, &lt;br /&gt;aż napłaczę całe morze &lt;br /&gt;i ci wszystkie książki zmokną, &lt;br /&gt;i wyrzucę cię za okno! &lt;br /&gt;Albo zaraz mnie pożałuj... &lt;br /&gt;Albo zaraz mnie pocałuj... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Danuta Wawiłow, Pożałuj mnie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego ten wiersz? Uwielbiam go! Jest w nim cała moja najstarsza córka. Staje przede mną, marszczy czoło, zaciska pięści, łzy błyszczą w pełnych gniewu oczach. "Jak się na mnie będziesz gniewać to ci wszystko zniszczę! Złamię ci twój ołówek! Wiesz co zrobię z tymi nożyczkami? Potnę ci prześcieradło! Wyrzucę cię przez okno! Zwalniam cię, nie jesteś moją mamą! Wyjdź z tego domu!" Córeczko, wzdycham...&lt;br /&gt;"Nina! No, jak możesz pozwalać, żeby dziecko tak do ciebie mówiło?" No jak mogę zabronić? Zmusić, żeby dusiło w sobie? Ale jak to w ogóle zrobić? Zakneblować??&lt;br /&gt;"Córeczko, nie niszcz. Powiedz, jesteś rozgniewana, czy smutna?" &lt;br /&gt;"Jestem rozgniewana! Bo ty się na mnie nagniewałaś!" "Jesteś smutna z tego powodu?" "Tak!!" "Przytulić cię?" "Nie, bo ty się na mnie gniewasz!" "Nie gniewam się. Musiałam cię skarcić, bo zabrałaś lalkę siostrze. Nie wolno zabierać. Sprawiłaś jej przykrość. Ale wcale się nie gniewam na ciebie. Trzeba będzie siostrę przeprosić. Przytulić cię?" "Tak..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przepraszam, Helenko, że ci zabrałam lalkę." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze najbardziej uderza mnie ten smutek. Wściekła wrzeszczy, ale bardziej cierpi niż ja. Wielkie łzy w oczach. Nie radzi sobie z emocjami. W ogóle ich nie rozumie. A tak ich dużo. To dobry wiersz. I dużo wyjaśnia. Czytanie go jest jak wracanie do pełnych napięcia chwil konfrontacji z moją małą buntowniczką, która najbardziej potrzebuje by pomóc zrozumieć jej własne emocje. Może się to uda. Podobno rozmowa pomaga. Przytulanie też.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-6179303859979088600?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/6179303859979088600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/pozauj-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6179303859979088600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6179303859979088600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/pozauj-mnie.html' title='Pożałuj mnie'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-3107772576343591008</id><published>2011-11-10T22:59:00.000+01:00</published><updated>2011-11-10T22:59:51.555+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='techniki dramowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spacer'/><title type='text'>"Mamo, zamiaucz!" czyli o tym jak bawimy się dramą</title><content type='html'>Dnia pewnego, jesiennego, byłyśmy w parku na spacerze... Słonko świeciło, powietrze rześkie zapraszało do zabawy, cudny dzień. Dziewczynki świeżo po chorobie nie najlepiej reagowały na gwałtowną różnicę temperatur (przed chorobą wrześniowe upały, po chorobie już październikowe chłody) i skulone powolutku spacerowały pojękując "wracajmy do domu...". Ale dla mnie wyjście z domu po dwóch tygodniach (cztery dziewczyny chorowały jedna po drugiej! dwa tygodnie wyjęte z życia) marzyłam o dłuuugim spacerze. &lt;br /&gt;Zbierałyśmy liście, oglądałyśmy "łaciate drzewo" (Platan klonolistny), zbierałyśmy korę, zaglądałyśmy w dziuple, wabiłyśmy wiewiórki. Cóż, kiedy panny niemrawe. Rozgarniały niechętnie liście patykami, wiewiórki troszkę je ożywiły, ale rude stworzonka bardzo szybko uciekły i schowały się między liśćmi. Dziewczynki posmutniały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymyśliłam zabawę. Wyciągnęłam rękę z patyczkiem: "Dziewczynki, to jest różdżka. Czarodziejska różdżka! Teraz ja będę czarować, pokażę wam jak to działa: czary mary, czary mary, jestem krukiem!" I zaczęłam udawać kruka. No, wiecie, rozłożyłam ręce na boki, zaczęłam biegać dookoła i przeraźliwie krakać. Weszłam w rolę. Głupio się o tym pisze... &lt;br /&gt;Wtedy też co po niektórzy poczuli się głupio. Małżonek starannie udawał, że mnie nie zna i oddalił się z wózkiem w odległy skraj parku. Dziewczynki jak sparaliżowane stały w miejscu uśmiechając się niepewnie. Stanęłam w miejscu, dysząc "stop!" wyszłam z roli. "Dobra, mówię, teraz wy. Helena: czary mary, czary mary, jesteś bocianem". Bocian zamachał raz skrzydełkami jak wróbel i zaklekotał szeptem. "Nadzieja, teraz ty: jesteś wiewiórką!" Wiewiórka tkwiła w miejscu chichocząc z cicha. Łusia z zamianą w wilka poradziła sobie lepiej, choć tylko przez chwilę wilkiem była. Oczywiście pokazywałam dziewczynkom jak udawać zwierzątka, ale skutek był taki, że zaśmiewały się ze mnie do rozpuku... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co miało być wesołą zabawą okazało się być teatrem jednego aktora. Totalna porażka? Wcale nie. Niczym niezrażona zamieniłam dziewczynki i siebie kolejno w kilka jeszcze innych zwierząt, z niewiele lepszym skutkiem, ale zawsze. Czarodziejska różdżka powędrowała do wózka a potem razem z nami do domu. (Leży, w kuchni, pod ręką.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyny często bardzo, bawią się tworząc własny świat. Przybierają wtedy role, tworzą tożsamość dla odgrywanej roli, przeżywają przygody, konstruują akcję, snują opowieść. I nieczęsto zdarza mi się słyszeć "a weź bawmy się, że ja jestem mamą a ty córką!", który to tekst, nie ukrywam, pojawiał się nagminnie w zorganizowanych zabawach dzieciaków, nawet gdy ja byłam dzieckiem. Moje córki zwykle jakoś intuicyjnie przyjmują swoje role, odnajdują się w świecie... nawet jeśli bawią się w psy! Albo konny zaprzęg. Dziewczyny mają siebie na codzień i w sumie świetnie się dogadują - w zabawie. [Niesamowicie im tego zazdroszczę. Ja miałam braci, normalnie tylko bitwy, strzelanina albo gwiezdne wojny, no fun dla dziewczynki. Z koleżankami, w szkole, nie było czasu na taką porządną zabawę, a z kuzynkami widziałam się raz w roku. A moje córki bawią się tak codziennie! Nie ma sprawiedliwości...]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość, że przekonana, że talentów aktorskich dziewczynom nie brak sięgnęłam po zabawę z wchodzeniem w rolę. Jest początek i koniec, wyznaczone magiczną różdżką, jest i konkretna rola w opowiedzianym przeze mnie świecie. A tu córeczki patrzą na mnie jak na głupią. Wiadomo, mama ze ścierką, z chochlą, dzidzią na rękach to rzecz oczywista. Ale mama, która udaje kruka? Kiepska sprawa. Do nieczego to nie pasuje... &lt;br /&gt;Wystarczyło jednak kilkadziesiąt minut i dziewczynki znalazły nową zabawę. "Mamo, zamień się w kota. Zamiaucz!" Biorę różdżkę, czary mary robię i jestem kotem. A zaraz potem zaczarowuję córki w koty i moje panny wchodzą w rolę śpiewająco. Ha! Przekonały się. &lt;br /&gt;Czarownie przychodzi nam coraz łatwiej, ale ostatnio pojawił się nowy zgrzyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mamo, ja już nie chcę jeść" marudziła Helcia. Zdjęłam z okapu różdżkę, kręcę nad talerzem "czary mary, kanapko, niech Helena nabierze apetytu i cię zje!" Podobnie zaczarowałam kanapkę Nadziejki. I Nadziejka spałaszowała kanapkę ze śmiechem a tymczasem Helenka obrażona. "Mamo, przecież to jest zwykły patyk a nie różdżka!" Zdemaskowała mnie pięciolatka. "Różdżka!" wrzasnęła Nadziejka. "Patyk!" wrzasnęła Helena. Ale nic to, czarujemy dalej. "Czary mary, jestem złą mamą!" Zrobiłam groźną minę, warknęłam, zmarszczyłam brwi i dalej na Helkę: "Zjadaj Heleno kanapkę bo cię ukarzę straszliwie a gniew mój będzie wielki! Jestem złą wiedźmą i jak nie zjesz zaczaruję cię w ropuchę!" "Mamo, przestań!" Hela nie wie śmiać się czy płakać "Masz być miłą mamą!" &lt;br /&gt;"Czary mary hokus pokus..." "Witaj Helenko! Jestem twoją miłą mamą mamą Niną i ładnie się uśmiecham i dam ci dużo czekolady i dużo cukierków i dużo lizaków i zabiorę ci tę paskudną kanapkę, bo jestem miłą mamą, czy chcesz wielką tabliczkę czekolady?" wyszczebiotałam z najsłodszym uśmiechem jaki umiem wyprodukować. Helena w krzyk i pisk. "Mamo!! Przestań natychmiast! Nie chcę czekolady! Masz być moją mamą!" "To mam nie być miłą mamą?" zdziwiłam się. "Nie, masz być normalną! Zaczaruj się, że będziesz normalną mamą!" &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odczarowałam się  skutecznie a różdżkę odłożyłam na okap. Leży cierpliwie i czeka na jutro. Jak dotąd lekcje wchodzenia w role pomogły moim córkom nauczyć się poruszać jak zwierzęta, niektóre zwierzęta przynajmniej, pomogły wejść w rolę na polecenie, a Helence pomogły zrozumieć, że najbardziej pożądana mama to ta prawdziwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głowie krystalizuje mi się marzenie o teatrze i plan jak ten teatr zrobić... Jestem przeciwniczką uczenia dzieci na pamięć wierszyków, "roli", a następnie ustawiania ich rzędem, żeby powiedziały swoje role we właściwej kolejności. Poczekam, aż zrobią ten teatr rozumiejąc go, wchodząc w rolę samodzielnie, swobodnie... Na razie to tylko zarys. A dramowe techniki będą tu jak znalazł. Pewnie niedługo zaskoczę młode czymś nowym. Mój małżonek na pewno modli się żeby tylko nie w miejscu publicznym ;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-3107772576343591008?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/3107772576343591008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/mamo-zamiaucz-czyli-o-tym-jak-bawimy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3107772576343591008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/3107772576343591008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/mamo-zamiaucz-czyli-o-tym-jak-bawimy.html' title='&quot;Mamo, zamiaucz!&quot; czyli o tym jak bawimy się dramą'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-1934652298239129100</id><published>2011-11-06T11:55:00.002+01:00</published><updated>2011-11-06T12:09:54.963+01:00</updated><title type='text'>Jabłko czy pigwa?</title><content type='html'>Kilka tygodni temu, gdy jesień dopiero zakwitała na drzewach, wypatrzyłam w ogrodzie sąsiada z ulicy krzaczek obsypany czerwonym kwieciem i żółtawymi owockami. Pigwa! Zaśmiały mi się oczy do tej pigwowej herbaty w jesienny wieczór. "Patrzcie, dziewczyny, pigwa!" wyszeptałam z nabożnym zachwytem. "A co to mamo? Te malutkie jabłuszka? Brzydkie..." Acha....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyżebrałam od miłego starszego pana kilka sztuk. Dostałam całą torebkę ;) I skrystalizował się pomysł. Miałyśmy już paprykę, pomidory, kabaczka, ogórki - świeże i w przetworach. Oddzielną lekcję na jabłka, gruszki, śliwki, oddzielną na cytryny, pomarańcze. U wspólniczki, przyjaciółki i natchnienia mojego - Kasi - zaplanowana była już Wielka Dynia. Tak więc pozostała nam koniecznie do wybebeszenia pigwa. Malutkie pigwiątko. Kwaśne brzydactwo. Dzieci zwołane, obserwacja przygotowana. Tak więc pigwo, jaka jesteś?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-vpuMTqn1bkM/TrZbfKG24uI/AAAAAAAAAFs/vpcfTXUqDk0/s1600/edudom%2Bi%2Bspacer%2B008.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-vpuMTqn1bkM/TrZbfKG24uI/AAAAAAAAAFs/vpcfTXUqDk0/s320/edudom%2Bi%2Bspacer%2B008.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Podobna do jabłuszka. Ale mniejsza, mniej rumiana. Twarda. Brzydsza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-lXyAyuIiu_0/TrZgxSp_UiI/AAAAAAAAAHA/gq1XKKaBjWw/s1600/04112011878.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-lXyAyuIiu_0/TrZgxSp_UiI/AAAAAAAAAHA/gq1XKKaBjWw/s320/04112011878.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po przekrojeniu widać, że masz mniej miąższu od jabłka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ArZRhuflj7s/TrZeMUqrP-I/AAAAAAAAAGE/upPAk9-pspU/s1600/04112011880.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-ArZRhuflj7s/TrZeMUqrP-I/AAAAAAAAAGE/upPAk9-pspU/s320/04112011880.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Rośniesz mała pigwo na małym krzaku, podczas gdy większe od ciebie jabłko rośnie na dużym drzewie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Rwt6CiHKBGQ/TrZeqS220pI/AAAAAAAAAGQ/bYKHkWpR4cI/s1600/04112011885.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-Rwt6CiHKBGQ/TrZeqS220pI/AAAAAAAAAGQ/bYKHkWpR4cI/s320/04112011885.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Za to masz dużo więcej pestek - nasionek. A pestki są bardzo podobne do jabłuszkowych pestek, prawie takie same. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-WuzB8Bodqo0/TrZe8bHW3CI/AAAAAAAAAGc/oz2e9dXefWw/s1600/04112011884.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-WuzB8Bodqo0/TrZe8bHW3CI/AAAAAAAAAGc/oz2e9dXefWw/s320/04112011884.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jabłuszko jest smaczne, a ty pigwo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2eX_fBRWB2M/TrZgQwVsBkI/AAAAAAAAAGo/SjN6aLCjSfw/s1600/04112011881.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-2eX_fBRWB2M/TrZgQwVsBkI/AAAAAAAAAGo/SjN6aLCjSfw/s320/04112011881.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;...jesteś kwaśna, niesmaczna!&lt;br /&gt;Do czego można cię wykorzystać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do herbaty w zimowy wieczór, zamiast egzotycznej cytryny. Można też zrobić z ciebie... "pigwowy soczek lub kompocik!" wykrzyknęły dziewczyny, "jeśli się ciebie porządnie posłodzi" ;) dodała przewodniczka przygody z pigwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze tylko mały pokaz zdjęć aby porównać kwitnące jabłonie i pigwy - konieczne z wykorzystaniem internetu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To kwitnąca pigwa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Yf7U1w3bFHY/TrZlFiJOmwI/AAAAAAAAAHM/ta_JbDYxqy8/s1600/pigwa-i-pigwowiec_16252_4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="270" width="318" src="http://1.bp.blogspot.com/-Yf7U1w3bFHY/TrZlFiJOmwI/AAAAAAAAAHM/ta_JbDYxqy8/s320/pigwa-i-pigwowiec_16252_4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A to kwitnąca jabłoń:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u9xDVtiQHdY/TrZlqx-Y4NI/AAAAAAAAAHY/i7FgaPz862M/s1600/drzewo-kwiaty-obrazy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-u9xDVtiQHdY/TrZlqx-Y4NI/AAAAAAAAAHY/i7FgaPz862M/s320/drzewo-kwiaty-obrazy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Rośniesz pigwo na  krzaczku, jesteś mała i niepozorna, i niesmaczna, ale masz śliczne kwiaty i jesteś ozdobną rośliną przez całe lato! A w przetworach przydasz się jak szczypta soli w zupie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy dziewczynki pobiegły się bawić nauczycielki rozmarzyły się na myśl o pigwowej nalewce...&lt;br /&gt;Nauczyciel też człowiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O pigwie możesz poczytać &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pigwa_pospolita"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-1934652298239129100?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/1934652298239129100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/jabko-czy-pigwa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1934652298239129100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1934652298239129100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/jabko-czy-pigwa.html' title='Jabłko czy pigwa?'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-vpuMTqn1bkM/TrZbfKG24uI/AAAAAAAAAFs/vpcfTXUqDk0/s72-c/edudom%2Bi%2Bspacer%2B008.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-4741312202405199213</id><published>2011-11-06T03:52:00.000+01:00</published><updated>2011-11-06T03:52:40.393+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samoedukacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca zespołowa'/><title type='text'>"Trzeba to sprawdzić w encyklopedii!"</title><content type='html'>Wzruszyłam się ostatnio. Całkiem niedawno (będzie ze dwa dni temu) moje córki odwołały mnie gromko od prac kuchennych "mamo, choć tu! musisz to zobaczyć! natychmiast!" więc poleciałam. Ze ścierą w ręku, z pianą kapiącą z pośpiesznie wycieranych dłoni, z lekkim zniecierpliwieniem w duszy (no, żebym ja naprawdę nie mogła nawet przez pięć minut!...) poszłam do pokoju zobaczyć, podziwiać i zareagować. "Mamo! Robak!" dramatycznie oświadczyła najstarsza, która nie znosi robaków. "No, robak! Mamo patrz!" zaaferowana Helcia poparła siostrę pochylając się nad malutkim stworzonkiem. Łucja z fascynacją obserwowała małą czarną uskrzydloną kropeczkę. "To mucha!" oświadczyła z przekonaniem. "Nie, to nie mucha, mucha jest większa" stwierdziła Hela. "Wygląda i chodzi jak mrówka. Bardzo mała mrówka" dodała z przekonaniem. "Nie, co ty, jest czarne, jak mrówka, ale ma skrzydełka. Mrówka nie ma skrzydełek" zaprotestowała Nadziejka. Chwilę przesuwały patyczkiem maluteńkiego robaczka. "No, i nie ma nóg. Tylko pełza." Oświadczyła obserwatorka Helena. "Trzeba to sprawdzić w encyklopedii!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to wcale nie byłam im potrzebna. Stałam i patrzyłam z tą nieszczęsną ścierką w dłoni a całe zniecierpliwienie odpływało w siną dal. Obserwacja została przeprowadzona prawidłowo, praca w grupie na piątkę, wnioski wysnute trafne. Dobrze, że jeszcze nie umieją czytać, jeszcze się mamusia na coś przyda zanim znów pogna do garów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały zabieg trwał kilka minut. Na koniec robaczek został zgodnie zlikwidowany. Likwidację zaproponowała Nadzieja ("Trzeba go zabić!"), która się boi, Hela zgodnie potwierdziła potrzebę usunięcia intruza i zaproponowała metodę likwidacji ("No, ja go zabiję! Zgniotę go!"). Nadzieja odnalazła i przyniosła narzędzie likwidacji (grubą książeczkę o twardych kartkach) a Łucja pilnowała, żeby drań bokiem nie zwiał. Hela załatwiła robaczka skutecznie. "Rozsmarowałam go! bue, rozmazał się... jest maziowaty" dodała na koniec. Praca w grupie, zgodna, z podziałem funkcji i zadań. I proszę, dzieci sobie radzą. Ale mamusia musi patrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym był robaczek nie udało nam się jeszcze ustalić. Wyglądał jak pełzająca meszka, bez nóg. Ale moje córki przeprowadzeniem tego mini projektu "robaczek" zachwyciły mnie i wzruszyły. A robaczka w tej sytuacji pal sześć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-4741312202405199213?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/4741312202405199213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/trzeba-to-sprawdzic-w-encyklopedii.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4741312202405199213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4741312202405199213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/trzeba-to-sprawdzic-w-encyklopedii.html' title='&quot;Trzeba to sprawdzić w encyklopedii!&quot;'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-6513215073224572350</id><published>2011-11-05T01:30:00.001+01:00</published><updated>2011-11-05T10:45:31.846+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='materiał matematyczny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja matematyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja przyrodnicza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ćwiczenia grafomotoryczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja językowa'/><title type='text'>Dzień z życia. Odsłona pierwsza</title><content type='html'>Podpytywała mnie jedna osoba jak wygląda taki dzień. Ale cały calutki od rana do nocy. Ależ proszę służę opisem. (Dla dobra nauki pozbawiam ten modelowy dzień ozdobników jaki są kłótnie, awantury, szarpaniny, wojny, bijatyki itp.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzi mnie najmłodsza. Nie jest tragicznie, między 7 a 8 rano. Już za czasów sielskiego dzieciństwa poranne wstawanie było traumą. Także jest nieźle. Byle nie przed 7. Ekipa babska powstaje do życia około 8 rano. Do dziewiątej trenujemy nawyki porannej higieny osobistej i... czyli mycie, ubranie, ścielenie łóżek. Jak to komu wychodzi. Marnie. Ale się nie poddaję, trening czyni mistrza. Godzina 9 to pora śniadania (orientacyjnie oczywiście, zegar jest tu pomocą a nie żandarmem). I założenie mam takie, że o 10 zaczynamy zajęcia. To oczywiście tylko założenie, bo panienki lubią się rano pobawić, a ja im na to pozwalam. Bawią się przepięknie, wyspane, w dobrych humorach (zazwyczaj). Zabawy są tematyczne: starsze tworzą opowieść, młodsza się wpasowuje i po domu zaczynają spacerować królewny, biegają potwory, czasem smok ma czkawkę, czasem ciocia Bogusia szuka cioci Marysi, bardzo często odtwarzane są postacie z bajek animowanych i fabularnych, ale żyją własnym życiem. Eh, może kiedyś napiszę o tym tekst. Nie przerywam nigdy takiej zabawy jeśli jest zgodna. A czasem taka zabawa trwa godzinę! i wtedy zajęcia mają opóźnienie. Czasem mają opóźnienie bo mama musi zająć się Nati... ale to rzadko. Nati bierze udział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zajęcia trwają różnie, zależy co i jak robimy. Ale zazwyczaj zaczynam od rzeczy trudnych.  Nowych. I są to organizowane przeze mnie doświadczenia i obserwacje (para wodna, objętość, wysokość - mierzenie i porównywanie, kula ziemska we wszechświecie i układ słoneczny). Lub też rzeczy  oczywiste, nudne ale bardzo trudne dla moich córek. Głoski i litery. Czytanie sylab. To zakres "edukacji językowej"! Taka prosta rzecz a tak się mądrze nazywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Gkc_BrxiQgA/TrRp49bYJ9I/AAAAAAAAAEA/d66tB_LhNGI/s1600/edudom%2B071.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-Gkc_BrxiQgA/TrRp49bYJ9I/AAAAAAAAAEA/d66tB_LhNGI/s320/edudom%2B071.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ten bałagan na stole to pozostałości po zajęciach, a jaki głoski i sylaby utrwalamy to każdy widzi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czasem wybieramy liczenie. Ostatnio gdy zaglądałam do programu to figuruje to pod nazwą "poznanie graficznego zapisu liczby, cyfra..." i wybrana cyfra. To troszkę śmieszne, bo teraz powinnyśmy "przerabiać" cyfrę 5, czy 6... chyba dwie na miesiąc są przewidziane. Tymczasem my zaczęłyśmy od liczenia do 6 w pierwszych tygodniach września, korzystałyśmy wtedy głownie z kostek do gry kropkowych i domino. Później było liczenie do 10, teraz trenujemy liczenie do 20. A co zabawne, Hela do 10 potrafi większość cyfr połączyć z ilością, tymczasem Nadziejka nie. Nadziejka żadnej. Ale liczy do 12 samodzielnie. Ot, po prostu wolniej wchodzi w myślenie abstraktami. Pamiętam piękne czasy, gdy Hela mówiła "to jest żółte" a Nadziejka "to jest słoneczko". A moja mama martwiła się czy ona nie jest daltonistką. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-aeZzVwc7td4/TrRsryMJeYI/AAAAAAAAAEk/arp_Z1__LhI/s1600/edudom%2Bi%2Bmuzeum%2Bkolejnictwa%2B075.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-aeZzVwc7td4/TrRsryMJeYI/AAAAAAAAAEk/arp_Z1__LhI/s320/edudom%2Bi%2Bmuzeum%2Bkolejnictwa%2B075.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jeśli się przyjrzeć to można zobaczyć na stole nasz materiał matematyczny. Kamyczki z cyframi od 1 do 9 i 10, pod nimi leżą kamyczki z odpowiednią ilością kropek, od tego dopasowania zaczynamy zajęcia, ja układam "oś liczbową", panny dopasowują kropki. Widać też kartoniki z liczbami, których dziewczynki używają do oznaczeni ilości elementów w zbiorze. A co liczą? koraliki, obok leży stosik guzików, pudełka z liczmanami... tu akurat bawiłyśmy się w dodawanie. Na razie bez znaków + - =. Właściwie to liczymy zazwyczaj co popadnie i gdzie popadnie, ale mamy też swój "materiał matematyczny" stały. Na stole leży właśnie on. Wszystko z recyclingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dbam też o zabawy z rytmem. Tu akurat dziewczynki uzupełniają rytm z koralików, na zakończenie zajęć. Ale rytmy robimy też czasem ot tak, dla zabawy, na podłodze, z klocków, kasztanów i żołędzi, figur z drewnianej mozaiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HaZKUZ6FEXE/TrRsceeOgbI/AAAAAAAAAEY/Be7vMV6RnXI/s1600/edudom%2Bi%2Bmuzeum%2Bkolejnictwa%2B089.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-HaZKUZ6FEXE/TrRsceeOgbI/AAAAAAAAAEY/Be7vMV6RnXI/s320/edudom%2Bi%2Bmuzeum%2Bkolejnictwa%2B089.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko na raz oczywiście, i nie za długo, żeby się panny nie zniechęciły. I nie codziennie, w końcu tyle jest rzeczy do zrobienia i świata do obejrzenia. Łusia bierze udział, towarzyszy, albo ucieka do drugiego pokoju gdzie w ciszy bawi się po swojemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie najmłodsza panna nie próżnuje również. Uczy się z nami dzielnie. Liczy już do 63!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yVrmsZFeCmg/TrSCT52GwPI/AAAAAAAAAFg/npJUnELlOOo/s1600/edudom%2B093.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-yVrmsZFeCmg/TrSCT52GwPI/AAAAAAAAAFg/npJUnELlOOo/s320/edudom%2B093.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zdjęcie mocno nieostre, ale i tak kto bystry to się domyśli, że to po prostu rozbebeszona paczka mokrych husteczek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne elementy są już różne. Zwykle przerwa na zabawę, odpoczynek, pracę plastyczną (ciastolina! ciastolina! wyklejanki, malowanki!) lub czytanie książek o zwierzętach (książeczki opisujące świat zwierząt są niezmiennym hitem). Przed obiadem (który ja jeszcze muszę ugotować! co drugi dzień..) idziemy na spacer. Obserwujemy świat. Oj, nie mają ze mną życia dziewczyny. Całą jesień zadręczamy się niemal oglądając drzewa, krzaki, zwierzątka, owady, niebo i zjawiska atmosferyczne. Efekty są niesamowite "mamo, to dwie śnieguliczki! duża i mała" - to dzisiejsza obserwacja mojej trzylatki. "Mamo, jakie piękne niebo! nie ma chmur!" to Nadziejka. "To jest niebo niechmurowe" oświadzczyła Helcia. &lt;br /&gt;Zapamiętujemy ile się da z pytań, na które nie znamy odpowiedzi a po powrocie do domu przeglądamy encyklopedie i internet. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spacer jest też okazją do długich zabaw na różnych placach zabaw, karmienia kaczek, łabędzi i mew. I oczywiście obserwowania ich wyglądu i zachowania, słuchania ich głosu.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dzXz8miZP-s/TrRzebWcRuI/AAAAAAAAAEw/XF07563wK8o/s1600/edudom%2Bi%2Bspacer%2B049.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-dzXz8miZP-s/TrRzebWcRuI/AAAAAAAAAEw/XF07563wK8o/s320/edudom%2Bi%2Bspacer%2B049.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czasem wizytujemy bibliotekę (często), wymieniamy książki, filmy, bawimy się i gramy w czytelni dla dzieci. &lt;br /&gt;A potem wracamy na obiad. Głodne i zmęczone, z wózkiem obładowanym skarbami, liśćmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jemy obiad. Mama (czyli ja!) miota się między dopilnowaniem mycia rąk i sprzątnięcia ubrań a odgrzaniem, nałożeniem nakarmieniem malutkiej. I jeszcze siebie. A potem przychodzi czas na zajęcia popołudniowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skarby trzeba obejrzeć, zaklasyfikować, przeczytać nowe książki, zrobić jakąś paracę plastyczną, zatańczyć, zaśpiewać, zagrać... Wypatroszyć jakieś warzywko ;)  - przeprowadziłam całą serię takich zajęć: kroiłyśmy warzywka lub owoce, zaglądałyśmy do ich wnętrza, porównywałyśmy, próbowałyśmy smaku i co się tylko dało (były warzywa sezonowe, owoce sezonowe, owoce cytrusowe, Dyniek u Kasi i dzisiaj spotkanie z Pigwą, u mnie, tekst następnym razem). Jedne z takich zajęć udokumentowała Kasia, bo robiłyśmy je wspólnie, u niej. Znajdziesz je &lt;a href="http://http://latajaceprzedszkole.blogspot.com/2011/11/projekt-dynia.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami też podróżujemy po świecie. Startujemy z Polski, która jest pod "o" W Europie, na globusie i lecimy na inny kontynent. Zwiedzamy go za pomocą atlasu, mapy, książek o zwierzętach i internetu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często urozmaicamy dzień (prawie codziennie) treningiem grafomotorycznym. Zawsze znajdzie się kilkanaście minut na pisanie w kaszy mannej, przy tablicy, lub flamastrami w książeczkach ze ścieralnymi kartkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Of1prXgdZ4U/TrR6o6VV7jI/AAAAAAAAAFU/aDnyrDN4E78/s1600/edudom%2B072.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Of1prXgdZ4U/TrR6o6VV7jI/AAAAAAAAAFU/aDnyrDN4E78/s320/edudom%2B072.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeśli pisanie i rysowanie jest "nudne" a zabawa swobodna dziewczynom nie idzie to wyciągamy grę i gramy. Karty, domino, gry Granny - zamawiane dla dziewczyn na urodziny jako prezenty. Moje córki nawet nie wiedzą, że cały czas się uczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż dalej? Powoli zakrada się wieczór, pora dobranocki, wieczornych rytuałów: zabaw z &lt;br /&gt;tatusiem, mycia, modlitwy, dłuuugiego czytania książek. Dominuje u nas Włodzimierz Dulemba "Cztery pory baśni. Jesień", ale są to opowiadania króciutkie, po nich rozmowa też zajmuje niewiele czasu. Dziewczyny szykują własne książeczki i kołysanki, i tak czytamy bez końca. Czasami nawet do 10.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później panny zasypiają a ja... ja idę sprzątnąć i posegregować materiały, ogarnąć kuchnię, uśpić malutką, powiesić pranie, zapisać w dzienniczku co zostało zrobione, zaplanować zajęcia na następny dzień, przywitać się z komputerem a potem... kładę się spać, z ukochaną książką w ręku i zasypiam po przeczytaniu dwóch zdań. I choć wieczorem czuję się jak po jeździe na karuzeli to zazwyczaj czuję, że to był naprawdę dobry dzień.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-6513215073224572350?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/6513215073224572350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/dzien-z-zycia-odsona-pierwsza.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6513215073224572350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/6513215073224572350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/11/dzien-z-zycia-odsona-pierwsza.html' title='Dzień z życia. Odsłona pierwsza'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Gkc_BrxiQgA/TrRp49bYJ9I/AAAAAAAAAEA/d66tB_LhNGI/s72-c/edudom%2B071.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-8037079604651035039</id><published>2011-10-30T18:13:00.002+01:00</published><updated>2011-10-30T22:27:35.934+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lekcje religii'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Kuchenne lekcje religii</title><content type='html'>Panienki moje zapisane do szkoły katolickiej dostają pocztą co miesiąc lekcje religii. Katechezy przygotowane w formie pytań i odpowiedzi, dostosowane do wieku dziewczyn, ale jak wszystko inne i to postanowiłam trochę zindywidualizować. Nie od razu. Na początku ogarnęło mnie przerażenie. Jestem katoliczką, wierzę w Boga, zgadzam się z potrzebą katechizowania dzieci i przekazu wiary. Wiem, że wiarę przekazać mogę tylko swoim życiem, bo słowa, gdy przyjdzie czas dorastania zostaną przez buntownika zakwestionowane. I to staram się robić (a jak to już prywatna moja sprawa ;)). Ale organizować lekcje religii? Od czego tu zacząć? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze pojęcia: Bóg wszechmogący, stworzyciel, Ojciec (początek wyznania wiary - Skład Apostolski) wpędziły mnie w rozterkę. Katecheza polecała zacząć od nawiązania do np.: gotowania zupy, zapalania światła, prostych czynności, które same się nie mogą wykonać. I tak samo świat nie mógł sam powstać a słońce samo zaświecić. Jakoś nie czułam klimatu. Ale rozeznać teren trzeba, więc podczas sobotniego obiadu "puściłam czujkę". Pytam dziewczyny: "Czy wiecie skąd wziął się świat?" Hela między jednym a drugim kęsem ziemniaka odpowiedziała spokojnie: "Pan Bóg go stworzył". "A słońce?" pytam dalej. "Też Pan Bóg!"&lt;br /&gt;Miała rację skubana. I zaskoczyła mnie. Spłynęła na mnie ulga. "A drzewa, krzaki, kwiaty?" pytam dalej, bo całą jesień uczymy się obserwując przyrodę i zasadniczo to panny wiedzą, że rośliny wyrastają z nasion. Nawet zbieramy te nasiona, mamy już całkiem sporą kolekcję ;). "Wszystko Pan Bóg stworzył" odpowiedziały niefrasobliwie Hela i Nadziejka. Całkiem oczywiste, prawda?&lt;br /&gt;"No, dobra. Ale dlaczego?" rzuciłam bombę. Z tym już sobie łatwo nie poradzą. "Bo nas bardzo kocha. Jest kochany." Spokojnie wyjaśniła mi córka. &lt;br /&gt;W ten sposób dziewczyny same ze sobą przeprowadziły pierwszą lekcję religii. Mnie kamień spadł z serca i już się nie boję organizować kolejnych. Najważniejsze już moje panienki załapały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekcje religii mają prostą formę. Poprzedzone są przygotowaniami: zapoznaję się z pojęciem, które ma być wprowadzone, szukam dobrze obrazującej historii z Pisma Świętego i na koniec dbam o połączenie elementów tak by wiążąc je dziewczynki widziały całą historię Zbawienia. Brzmi strasznie? Zwłaszcza jeśli czyta to właśnie laik. Nie, nie robię moim córkom wody z mózgu. Czytam im o Mojżeszu w Egipcie, Dawidzie, poznały historię stworzenia świata (oczywiście chronologicznie), rozmawiamy o tych historiach, co się wydarzyło i dlaczego; w jaki sposób wydarzenia te łączą się z Jezusem Chrystusem (panienki zaprzyjaźniły się z Nim podczas zeszłego Bożego Narodzenia i Świąt Wielkanocnych) - to są nasze niedzielne zajęcia. Bo skoro w niedzielę się nie pracuje, a zajęcia być muszą (!) to czemu nie tak? Niedzielna szkółka :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu dziewczynki oglądały historię Mojżesza na DVD a potem czytałyśmy na dobranoc 10 przykazań. Ponieważ wieczorne czytanie to dłuuugi proces, trwa zwykle około godziny, więc był to świetny czas na wytłumaczenie i zrozumienie...  Cały zeszły tydzień minął pod znakiem łamania i przestrzegania (i teraz uwaga!) interesów, zasad, słów, "no tego co powiedział !" czyli po prostu przykazań Pana Boga. Ale wyjaśniłyśmy też, że nie są to "nakazy", tylko "drogowskazy". Takie dobre zasady, które pomagają szczęśliwie żyć. Bo przecież człowiek jest wolny, może zrobić co zechce. Tylko trzeba jeszcze wiedzieć co się opłaca! Minie jeszcze trochę czasu zanim to dziewczyny zrozumieją.&lt;br /&gt;Tymczasem jestem na cenzurowanym. Pilnują mnie. Żadne łamanie przykazań nie wchodzi w grę. Małe dzieci są bardzo prostolinijne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj i dziś odwiedziłyśmy cmentarz. Wczoraj były małe porządki, dziś znicz i kwiaty. Dużo pytań, milion poruszonych kwestii. Mam nadzieję, że dziewczynki zapamiętają, że umieranie nie jest smutnym końcem. Przed nami jeszcze całe zajęcia dotyczące Wszystkich Świętych... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To też jest nasza edukacja, choć raczej nie domowa a "cmentarna" chyba, w takim przypadku?&lt;br /&gt;To był dobry dzień.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-8037079604651035039?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/8037079604651035039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/kuchenne-lekcje-religii.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8037079604651035039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8037079604651035039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/kuchenne-lekcje-religii.html' title='Kuchenne lekcje religii'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-4556531839558755599</id><published>2011-10-29T21:18:00.004+02:00</published><updated>2011-10-29T23:43:35.095+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Zmasowany atak wrogów</title><content type='html'>Moja siostra kochana, prowadząca bloga na salonie24 zalinkowała mój blog, z napisanym przeze mnie tekstem tłumaczącym decyzję o edukacji domowej. Moje argumenty zostały w komentarzach obalone kilkoma zdaniami, moja decyzja wyśmiana. Oraz mocno skrytykowana. Że edukacją domową skrzywdzę dzieci, że przyczyny tkwią w ideologii, że szkoła jest dobra. Że wychowuję odmieńców.&amp;nbsp;&lt;a href="http://mida.salon24.pl/"&gt;Edukacja domowa - kto jest za?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;He, he, rozumiem skąd się wzięła taka duża liczba w liczniku wejść... Tylko dlaczego żaden komentarz nie pojawił się pod moim tekstem, na moim blogu? Pewnie przeciwnikom ED szkoda czasu na zapoznanie się z metodą. I z blogiem. To irytuje, bo komentują coś czego nie znają. I śmieszy, bo straszliwie gardłują przeciwko czemuś, czego nie rozumieją. I wyluzowuje, bo dzięki temu nie muszę podejmować dyskusji. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się bronić &amp;nbsp;przed zdecydowanymi wrogami bo szkoda mi czasu. Ale dla tych, którzy mają czas i odwagę na wątpliwości, oraz dla wszystkich zainteresowanych sprokuruję tekścik, nie będzie krótki więc trzeba na niego poczekać, który poda troszkę racjonalnych, nieideologicznych argumentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agresywnych i tych co "na nie" pozdrawiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. A tak w ogóle, w kwestii bycia odmieńcem. Moje panny już są. Są z wielodzietnej. Z katolickiej wielodzietnej, a co tam, przyznam się. Zero szans na normalne traktowanie w społeczeństwie. Oj, żebyście widzieli jak się za nami ludzie na ulicy oglądają...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-4556531839558755599?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/4556531839558755599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/zmasowany-atak-wrogow.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4556531839558755599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4556531839558755599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/zmasowany-atak-wrogow.html' title='Zmasowany atak wrogów'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-4499343697149289016</id><published>2011-10-29T00:02:00.003+02:00</published><updated>2011-10-30T00:23:19.716+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wycieczka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzeum'/><title type='text'>"Lokomotywka, lokomotywiątko, parowozowe dzidzi"</title><content type='html'>Korzystając z poniedziałkowych darmowych biletów wybraliśmy&amp;nbsp;się całą rodziną do Muzeum Kolejnictwa w Warszawie. Wycieczka zajęła nam całe przedpołudnie, więc klasyczne, poranne zajęcia upiekły się moim pannom, za to doświadczeń i przeżyć zagwarantowałam dziewczynom na jakiś czas. Zapewne co najmniej do następnej wycieczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pkmqxNgrMIc/TqsZIcgstsI/AAAAAAAAADQ/55V7dC-ovH4/s1600/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+043.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240px" src="http://4.bp.blogspot.com/-pkmqxNgrMIc/TqsZIcgstsI/AAAAAAAAADQ/55V7dC-ovH4/s320/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+043.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--9_Rv0HowFY/TqsZQI7_lTI/AAAAAAAAADY/c_ygYvv0Z2I/s1600/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240px" src="http://2.bp.blogspot.com/--9_Rv0HowFY/TqsZQI7_lTI/AAAAAAAAADY/c_ygYvv0Z2I/s320/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+010.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w9vgJP_LyC0/TqsZmiCOdaI/AAAAAAAAADg/IyAxp0bgn3A/s1600/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240px" src="http://4.bp.blogspot.com/-w9vgJP_LyC0/TqsZmiCOdaI/AAAAAAAAADg/IyAxp0bgn3A/s320/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+003.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-T8AHEGkxEHE/TqsZqtlJgoI/AAAAAAAAADo/W6U-O-vhwX8/s1600/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240px" src="http://3.bp.blogspot.com/-T8AHEGkxEHE/TqsZqtlJgoI/AAAAAAAAADo/W6U-O-vhwX8/s320/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+005.jpg" width="320px" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzeum posiada skansen - czyli wystawę autentycznych starych pociągów na zewnątrz - oraz stałą ekspozycję wewnątrz składającą się naprawdę sporej ilości małych modeli pociągów, kolei i elementów towarzyszących...&lt;br /&gt;Zabawne określenie? Nie bardzo wiedziałam jakie wybrać. To, że węgiel, drewno, lampy, tory, maszynistów i zawiadowców zobaczę to było w miarę oczywiste. Ale dyliżans jadący po torach ciągnięty przez zaprzęg konny? A oto jest kolej konna, osobowa i towarowa, ma się rozumieć w komplecie. Nie mogłam się oderwać od gablotki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynki poszukiwały Tomka, Kuby i Emilki, pociągów które poznały oglądając u babci na MiniMini bajkę o pociągach. Na szczęście udało się znaleźć lokomotywy w kolorach odpowiadających bohaterom bajki i dziewczęta wyszły z Muzeum w pełni usatysfakcjonowane. Nie bez znaczenia jest fakt, że kilka lokomotyw mogły zwiedzić, obejrzeć palenisko, wskoczyć do wagonu, w którym powinien być zapas węgla, mogły też pokręcić kółkami od zaworów i podziwiać mamę, która z zaangażowaniem prezentowała im pracę palacza, a stojąc na peronie opowiadała o pracy kół, tłoków itd... A było o czym opowiadać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc za ciosem pokazałam też córkom godło Polski -&amp;nbsp;białego orzełka - na wagonach, lokomotywie a również mundurach i czapkach maszynistów, szukałyśmy orła w koronie i bez korony. Panny z zachwytem oglądały ruchome makiety piszcząc z radości gdy turkoczący głośno pociąg wyjeżdżał z tunelu i mknął po moście.&amp;nbsp;Była to okazja, żeby zacytować nieśmiertelną "Lokomotywę" Tuwima.&lt;br /&gt;Znalazłyśmy też wśród makiet Rakietę i Piękną Helenę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno było opanować potrójne tornado jakie stanowią moje dziewczyny - każda zainteresowana zupełnie czym innym, każda zadająca inne pytania, oglądające zupełnie różne eksponaty. Muzeum wyszło z tej przygody bez szwanku. My też :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec kilka ciekawostek zaobserwowanych. Jestem pewna, że żadna z dziewczyn nie zrozumiała istoty działania lokomotywy. Ale zapamiętały kształt, dużą ilość kół, gwizdek, komin z przodu i również niezbędną do &amp;nbsp;funkcjonowania sporą ilość rurek i przewodów. Wszystkie te elementy znalazły odzwierciedlenie w ich rysunkach. I chociaż obrazki są schematyczne i czarno białe (moje panny nie mają szczególnych talentów plastycznych) to wiadomo mniej więcej o co chodzi. A już sam fakt, że same postanowiły pociągi narysować dowodzi, że mocno wyprawę przeżyły.&lt;br /&gt;Heli pociąg przypomina uśmiechniętą&amp;nbsp;gąsienicę&amp;nbsp;na kołach. Za to wszystkie (bo powstało ich kilka!) pociągi Nadziejki mają "kotło". "Kotło" znajduje się na końcu lokomotywy (wyglądem przypomina plamę), więc jak rozumiem jest to po prostu palenisko. W całości jest zamazane na czarno. Zapewne z powodu węgla. Wszystkie koła są połączone przewodami z korpusem kolei i ze sobą nawzajem. Zaskakująco dokładna była moja najstarsza córka, zwłaszcza, że zazwyczaj niecierpliwi się już po kilku kreskach. Tym razem jednak ołówek został zaopatrzony w nakładkę ułatwiającą prawidłowy chwyt. Interesujące, że podczas wykonania tej pracy Nadzieja odmówiła używania kredek które jeszcze nakładek nie mają... &amp;nbsp;A warto wiedzieć, że mam dwa komplety grubych kredek trójkątnych. Jednak nie ma to jak dobra nakładka do nauki rysowania i pisania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec nawiązanie do literatury.&lt;br /&gt;"Lokomotywa" Tuwima nie ma u nas wcale dużego wzięcia. Owszem, niezła przy niej zabawa, ale żeby uczyć się jej na pamięć? Niekonieczne. "Mamo, przeczytaj teraz coś innego". Podkreślam jednak, że to nie jest moja opinia tylko moich córek. Podczas wakacji wyszukałyśmy "Lokomotywiątko" Joanny Kulmowej. "Lokomotywka. Lokomotywiątko. Parowozowe dzidzi." Jest hitem nie do pobicia.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Lubię analizować takie zjawiska i myślę, że może to po części zasługa naszej małej dzidzi, nieustannie obecnej wszędzie! Czasami dziewczynki mówią do niej - Lokomotywko....&lt;br /&gt;&amp;nbsp;A może to z powodu niezwykłych przygód, które niesforna bohaterka przeżywa. Może dlatego, że wiersz przypomina utwór pisany prozą a moje panny prozę ostatnio preferują. Ja przepadam za Lokomotywką Kulmowej bo bohaterka jest niezależna, samodzielna, uczy się dorastać, dojrzewać, podejmować decyzje. Nie boi się ryzykować szukając swojej drogi w kolejowym życiu. Może to zabawne skojarzenie, ale ta mała Lokomotywka to całkiem niezły wzorzec, albo&amp;nbsp;po prostu&amp;nbsp;niezłe odzwierciedlenie prawidłowego procesu dojrzewania. I bardzo dobrze czyta mi się ten wiersz na głos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_eDddpV08MNg/TNPxGnmobpI/AAAAAAAAA7s/ThlrzsXD4jY/s640/DSC03888.JPG" /&gt;&lt;br /&gt;Ewa Salamon - ilustracje do "Lokomotywiątka" J.Kulmowej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziewczyny od razu znalazły skojarzenie z wierszem, gdy rozmawiałyśmy o Lokomotywach w Muzeum. I tak w zupełnie naturalny sposób wycieczka nawiązała do ulubionej przez nas ostatnio lektury.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-4499343697149289016?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/4499343697149289016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/lokomotywka-lokomotywiatko-parowozowe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4499343697149289016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/4499343697149289016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/lokomotywka-lokomotywiatko-parowozowe.html' title='&quot;Lokomotywka, lokomotywiątko, parowozowe dzidzi&quot;'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pkmqxNgrMIc/TqsZIcgstsI/AAAAAAAAADQ/55V7dC-ovH4/s72-c/edudom+i+muzeum+kolejnictwa+043.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-7334044801227894720</id><published>2011-10-25T20:03:00.008+02:00</published><updated>2011-10-25T20:08:41.781+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja przyrodnicza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><title type='text'>Harmonia axyridis</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;Znalazłyśmy, czy raczej Nadziejka znalazła, dzisiaj nowego przyjaciela. Każdy kto zna trochę moją najstarszą córkę wie, że stałymi przyjaciółmi jej są przedstawiciele ślimaczego rodu (najbliższy jej przyjaciel o wdzięcznym imieniu Eryk zamieszkał na stałe na naszej Pelargonii, na balkonie). Dziś do grona najbliższych i uprzywilejowanych przyjaciół dołączyła biedronka, malutka, czerwona w kropeczki - a jakże - znaleziona na placu zabaw. Została troskliwie umieszczona w plastikowym wiaderku i przyniesiona do domu. Cała długa droga znaczona była częstymi postojami związanymi z obserwacją biedronkowych ruchów, prostowania skrzydełek i dywagacji "ma ogonek owa biedronka czy też nie". A ja stwierdziwszy, niezgodność wyglądu ze znanymi mi opisami rodzajów dwu i siedmiokropek zasiadłam do internetu w poszukiwaniu odpowiedzi kim właściwie jest mocno usiany czarnymi plamkami gość. Otóż gość jest intruzem. I szkodnikiem. A w dodatku wydziela substancję mogącą wywoływać silne alergie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;Dziewczynki zafascynowane słuchały opisu małego owada, starannie liczyły nóżki, kropki i przyglądały się skrzydełkom. Uważnie obejrzałyśmy nasz globus poszukując owej Azji, z której pochodzi ród Harmonii i wtedy Nadziejka stanowczo zarządała odwiezienia jej do domu. A gdy zrozumiała, że to daleko, i że ta konkretna biedroneczka urodziła się już w Polsce odmówiła choćby wyniesienia jej na balkon. Czerwona piękność zamieszkała w słoiczku - z racji szkodliwej substancji, która może się pojawić na odnóżach, a panny solennie obiecały znaleźć jutro dla małej Saszy kilka mszyc lub chociażby jedno małe winogronko. Teraz dziewczynki szorują rączki, tak na wszelki wypadek - choć podobno w rączki biedronki nie brały - a ja zastanawiam się jak rozwiązać kwestię biedronkowego współlokatora. Może uda się wynegocjować wypuszczenie na dwór a wtedy będę spała spokojnie bez obawy, że ten mały, azjatycki &amp;nbsp;potwór&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif; line-height: 19px;"&gt;w niewinnym przebraniu&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif; line-height: 19px;"&gt;&amp;nbsp;zaatakuje w nocy i wywoła ciężkie reakcje alergiczne. Niewesoły jest czasem los troskliwej mamy młodych badaczek przyrody.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: sans-serif; line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Harmonia axyridis&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&amp;nbsp;– pochodzący z Azji&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gatunek_(biologia)" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Gatunek (biologia)"&gt;gatunek&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chrz%C4%85szcze" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Chrząszcze"&gt;chrząszcza&lt;/a&gt;&amp;nbsp;z rodziny&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Biedronkowate" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Biedronkowate"&gt;biedronek&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(Coccinellidae). Przez około 20 lat rozprzestrzenił się w obydwu&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ameryka" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Ameryka"&gt;Amerykach&lt;/a&gt;&amp;nbsp;i&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Europa" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Europa"&gt;Europie&lt;/a&gt;. W&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Polska" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Polska"&gt;Polsce&lt;/a&gt;&amp;nbsp;jest&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gatunek_inwazyjny" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="Gatunek inwazyjny"&gt;gatunkiem inwazyjnym&lt;/a&gt;, stwierdzonym po raz pierwszy w&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/2006" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; color: #0645ad; text-decoration: none;" title="2006"&gt;2006&lt;/a&gt;&amp;nbsp;w Poznaniu&lt;small&gt;&lt;sup class="reference" id="cite_ref-1" style="line-height: 1em;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Harmonia_axyridis#cite_note-1" style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: initial; background-image: none; background-origin: initial; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; color: #0645ad; text-decoration: none; white-space: nowrap;"&gt;[2]&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;/small&gt;. W mediach nazywana jest&lt;i&gt;arlekinem&lt;/i&gt;,&amp;nbsp;&lt;i&gt;harlekinem&lt;/i&gt;&amp;nbsp;(od angielskiej nazwy&amp;nbsp;&lt;i&gt;Harlequin lady beetle&lt;/i&gt;) lub&amp;nbsp;&lt;i&gt;biedronką azjatycką." Wikipedia&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;Sasza - czyli biedronka znaleziona przez moje córki - wygląda jak ta czwarta - ostatnia - w drugim rzędzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; font-family: sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7d/Harmonia_axyridis01.jpg/250px-Harmonia_axyridis01.jpg" /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-7334044801227894720?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/7334044801227894720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/harmonia-axyridis.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7334044801227894720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7334044801227894720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/harmonia-axyridis.html' title='Harmonia axyridis'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-7592033454659719358</id><published>2011-10-22T02:27:00.000+02:00</published><updated>2011-10-22T02:27:54.150+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='doświadczenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja przyrodnicza'/><title type='text'>Woda, para, chmury i dlaczego Łusia dymi...</title><content type='html'>Od kilku tygodni polowałam na okazję. Jak by tu zacząć rozmowy o pogodzie... Ale tak konkretnie, o chmurach, mgle, wietrze, śniegu i w ogóle różnych&amp;nbsp;zjawiskach&amp;nbsp;atmosferycznych. Jesień to dobry czas na obserwacje, opowieści, wyjaśnianie. Okazji edukacyjnych co niemiara. Oglądałyśmy chmury. Spostrzegłyśmy mgłę. Rysowałyśmy w kalendarzu obserwacji pogodowych słońce, deszcz, notowałyśmy&amp;nbsp;temperaturę,&amp;nbsp;podczas ubierania się na spacery&amp;nbsp;rozmawiałyśmy o ochłodzeniu powietrza, wyciągałyśmy jesienne buty, kurtki i czapki. Ale dopiero dymiąca Łusia stała się wyzwalaczem. Zapalnikiem. Początkiem zajęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mamo, dlaczego Łusia dymi?" spytała lekko zaniepokojona Hela. Popatrzyłam uważnie na moje córki przestając na chwilę szorować zacieki z mydła na umywalce. Panienki zażywały zbiorowej kąpieli w dużej wannie do której co kilkanaście minut dolewałam gorącej wody. Łusia właśnie wstała, rozgrzana po kolejnej dawce "ocieplenia" a obłoczek pary unosił się nad nią. Acha...&amp;nbsp;"Co masz na myśli?" spytałam spokojnie. "Coś leci z Łusi, do góry, wygląda jak dym" wyjaśniła rzeczowo Helcia. "To para. Para z wody" odpowiedziałam. I to był początek. Wieczór i poranek - dzień drugi. Wieczorem rozmawiałyśmy więc o wodzie w wannie, o parze, mazałyśmy po zaparowanym lustrze w łazience, a w mojej głowie krystalizował się plan zajęć na dzień następny.&lt;br /&gt;Książki o pogodzie i zjawiskach atmosferycznych zapobiegliwie zgromadziłam miesiąc temu, teraz wystarczyło je przejrzeć i naszykować na wierzchu. A następnego dnia, po trudnych zajęciach z czytania czy liczenia, korzystając z przerwy na gotowanie obiadu, zorganizowałam kuchenne doświadczenie. Garnek, woda, parowanie, skraplanie, ciepło, zimno, ruch powietrza. A na stole encyklopedia dla dzieci, książka z obrazkami, karton i kredki. Obserwowałyśmy parowanie i skraplanie, sprawdzałyśmy temperaturę pary, potem ja opowiadałam, rysując na kartonie kredkami kolejne elementy obiegu wody w przyrodzie, jak to jest ze słońcem, które podgrzewa, z parą, która unosi się do góry, z chmurami, które "rosną" i się przesuwają a potem "pada deszcz!" - dziewczynki już wiedziały o co chodzi i deszcz z chmur narysowały same. Potem oglądałyśmy zdjęcia, czytałyśmy encyklopedię i książkę o pogodzie któregoś z pedagogicznych wydawnictw. Uzupełniłyśmy bazę informacji o mgłę, rosę, ruch powietrza - więc i tornada, i tajfuny (proste doświadczenie z piórkiem unoszącym się w powietrzy w otwartych drzwiach pomagało zobrazować ruch zimnego i ciepłego powietrza ale już&amp;nbsp;tornado&amp;nbsp;i tajfun oglądałyśmy na zdjęciach tylko), rodzaje chmur omawiałyśmy już trzeci raz (pierwszy raz we wrześniu gdy obserwowałyśmy je podczas wycieczek a drugi podczas omawiania ziemi we wszechświecie, budowy atmosfery i zjawisk, które się w niej pojawiają, jak również tego gdzie latają samoloty - mieszkamy niedaleko lotniska). Nadzieja dziarsko uczestniczyła aż zmęczyły ją długie i dociekliwe pytania Heli i uważne jej studiowanie dziecięcej encyklopedii a wtedy pobiegła bawić się w swoim pokoju a Hela zadała jeszcze około 50 pytań zanim poczuła się zmęczona i poszła odpocząć.&lt;br /&gt;Zajęcia były w sumie banalne. Przecież to samo życie, wystarczyło tylko odpowiedzieć na kilka pytań. No i nigdy nie wiadomo ile z tej wiedzy w małych główkach zostanie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;I tak więcej, niż gdyby omawiały to podczas zajęć w klasie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-7592033454659719358?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/7592033454659719358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/woda-para-chmury-i-dlaczego-usia-dymi.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7592033454659719358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7592033454659719358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/woda-para-chmury-i-dlaczego-usia-dymi.html' title='Woda, para, chmury i dlaczego Łusia dymi...'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-8489529580864017655</id><published>2011-10-22T01:22:00.001+02:00</published><updated>2011-10-22T01:24:44.944+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura dziecięca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prace plastyczne'/><title type='text'>Plastusiowo</title><content type='html'>Moja siostra wręczyła mi ostatnio książeczkę Marii Kownackiej "Plastusiowo". W prezencie od cioci dla małoletnich bratanic. Otworzyły mi się w głowie małe drzwiczki a za tymi drzwiczkami wielkie możliwości, nieograniczone światy... coś naprawdę fajnego.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tak po nudnych zajęciach z czytania sylab i jeszcze nudniejszych zajęciach z liczenia przyszła pora na to, co mama i córki lubią najbardziej. Ciastolina!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tym razem miałyśmy do dyspozycji zupełnie nowy produkt, "mięciutką ciastolinę" Elefun, urodzinowy prezent mojej pięknej Heleny. Po wyschnięciu pozostaje dość miękka i elastyczna. Zwykle długa zabawa ciastoliną w cukiernię kończy się wraz ze zmieszaniem wszystkich kolorów w jedną bryłę, ale tym razem postanowiłam zabawą pokierować. Zanim siadłyśmy do stołu zarządziłam nawarstwienie się (uwielbiam słownik synonimów!) na łóżko i poczytanie inspirującej książki. Efekty przechodzą najśmielsze moje wyobrażenia, a to dopiero początek. W planach mamy jeszcze poszerzenie zwierzyńca, budę dla psa (moja najstarsza panna wszystko już zaplanowała, ilość ścian, okrągłą dziurę - do wchodzenia - i daszek...), większy ogródek, drugi domek, drugiego Plastusia dla Łusi, której pierwszy Plastuś został pożarty przez Nati, gniazdo bocianie, bociana... a to dopiero kilka pierwszych rozdziałów książeczki! Strach pomyśleć co jeszcze Maria Kownacka tam opisała. Choć właściwie to wcale nie strach. Raczej coś w rodzaju radosnego oczekiwania i lekkiej ekscytacji.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--P2MKjQwIVM/TqH3ff1UkxI/AAAAAAAAACQ/JFIwAb7ROnA/s1600/plastusie+i+inne+004.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/--P2MKjQwIVM/TqH3ff1UkxI/AAAAAAAAACQ/JFIwAb7ROnA/s320/plastusie+i+inne+004.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z kwiatkiem ładniej :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Zno_e3ZcEqk/TqH3vmNz7_I/AAAAAAAAACY/XFXLHGyqAmA/s1600/plastusie+i+inne+016.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-Zno_e3ZcEqk/TqH3vmNz7_I/AAAAAAAAACY/XFXLHGyqAmA/s320/plastusie+i+inne+016.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tak powstawał Plastusiowy przyjaciel - niebieski pies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-F4GDc3cxAac/TqH31pqp8aI/AAAAAAAAACg/CFGffqzSFmg/s1600/plastusie+i+inne+020.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-F4GDc3cxAac/TqH31pqp8aI/AAAAAAAAACg/CFGffqzSFmg/s320/plastusie+i+inne+020.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A tak przebiegał proces twórczy zielonego kota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-yNbZoPNREok/TqH37UQxUDI/AAAAAAAAACo/F8yOBAnVTXI/s1600/plastusie+i+inne+019.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-yNbZoPNREok/TqH37UQxUDI/AAAAAAAAACo/F8yOBAnVTXI/s320/plastusie+i+inne+019.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pomarańczowy pies przypominał raczej łysego szczura... ale i tak był przepiękny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Z7eaTJ4dghI/TqH4BwiIQmI/AAAAAAAAACw/Lkh4oXXtkBA/s1600/plastusie+i+inne+021.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-Z7eaTJ4dghI/TqH4BwiIQmI/AAAAAAAAACw/Lkh4oXXtkBA/s320/plastusie+i+inne+021.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A kot bez wąsów nie wygląda wcale jak kot. Aleśmy mu wąsy z kawałeczków żyłki doczepiły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DRYI8dwylBc/TqH4H-5p4GI/AAAAAAAAAC4/QWb0VcOEx58/s1600/plastusie+i+inne+024.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-DRYI8dwylBc/TqH4H-5p4GI/AAAAAAAAAC4/QWb0VcOEx58/s320/plastusie+i+inne+024.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tyPiffsM6wc/TqH5CvlmbmI/AAAAAAAAADA/EVANapmGwHY/s1600/plastusie+i+inne+005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-tyPiffsM6wc/TqH5CvlmbmI/AAAAAAAAADA/EVANapmGwHY/s320/plastusie+i+inne+005.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A oto i Plastusiowo. Czy raczej jego początki.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-jyckIx36tAo/TqH5JoP8yqI/AAAAAAAAADI/gRDMwM3imSs/s1600/plastusiowo+i+ededom+040.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-jyckIx36tAo/TqH5JoP8yqI/AAAAAAAAADI/gRDMwM3imSs/s320/plastusiowo+i+ededom+040.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po ukończeniu prac byłam naprawdę wykończona (każda panienka potrzebuje mamusinej pomocy natychmiast, a mamusia nie potrafi odmówić, więc pokazuje, pomaga i tłumaczy bez końca). Choć efekt może jest dość niepozorny to dom ma kolorowe okiennice, obrazki i ozdoby na ścianach, komin, a w środku stoją łóżeczka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nowiutkie lalki Barbie kurzą się na półkach (a warto wiedzieć, że dziewczynki mają po jednej takiej lalce na głowę i długo musiały na nie czekać...) a w nocy Plastusie sypiają z dziewczynkami w łóżeczkach. Córki zmusiły mnie o 9 wieczorem, żebym Plastusiom wycięła polaru materace, poduszki i kołdry...&amp;nbsp;Panienki wstają rano i biegną bawić się Plastusiowem. Planują rozbudowę osiedla. Nadziejka bez Plastusia nie rusza się z domu, pokazuje go wszystkim i opowiada historie o tym jak jej Plastuś magicznie ożyje, zamieszka w piórniku i będzie miał różne przygody (skutki oglądania dobranocki). A ja patrzę na to wszystko i serce fika mi koziołki ze szczęścia i dumy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Życie jest piękne.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-8489529580864017655?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/8489529580864017655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/plastusiowo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8489529580864017655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/8489529580864017655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/plastusiowo.html' title='Plastusiowo'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/--P2MKjQwIVM/TqH3ff1UkxI/AAAAAAAAACQ/JFIwAb7ROnA/s72-c/plastusie+i+inne+004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-445007269724240489</id><published>2011-10-19T16:51:00.010+02:00</published><updated>2011-10-19T21:36:16.944+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ćwiczenia grafomotoryczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metody reedukacyjne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Zmagania grafomotoryczne</title><content type='html'>"Wieczór i poranek, dzień pierwszy..." coś w tym stwierdzeniu jest. Mój dzień też zaczyna się wieczorem. Kiedy pozamykam dzienne sprawy i zaczynam planować JUTRO. Zajęcia... od czego zacząć? Czytanie, liczenie, grafomotoryka? Poznawanie świata. I coś, co z braku lepszego określenia nazywam zajęciami plastycznymi. Zaczynamy od najnudniejszych i najtrudniejszych. Starannie przygotowuję poznawanie głosek, sylab, kolejność ich wprowadzania, stopniowanie trudności, pomocne schematy obrazkowe. Łączę elementy różnych metod i czasami zastanawiam się czy doświadczony reedukator zaakceptowałby tak swobodne&amp;nbsp;manipulowanie&amp;nbsp;materiałem, który z założenia powinien stanowić całość, określoną zasadami i zazwyczaj dokładnie opisaną. Wszystkie wątpliwości rozprasza jednak wewnętrzne przekonanie, że skoro znam moje córki to wiem, czego im najbardziej potrzeba, które narzędzie będzie przydatne. I tak z 18 struktur wyrazowych (które są metodą&amp;nbsp;treningową&amp;nbsp;dla dzieci od około 8 roku życia) zapożyczyłam stopniowanie trudności sylab i schematy obrazkowe, z metody J. Mickiewicz wezmę większość technik sylabowych a z metody A.Smoleńskiej kolejność wprowadzania głosek... Czyli robię co chcę, wierna pierwotnej zasadzie. Wymaga to masę pracy umysłowej ale po sześciu latach obsługi niemowlaka, mopa, odkurzacza, zlewu, mokrej ściery i urzędowania w kuchni taka odmiana jest przyjemna. Nie żebym miała coś przeciwko ścierom, kuchni czy niemowlakom, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Panienki szybko męczą się przy zajęciach związanych z czytaniem i liczeniem, więc nawet jeśli to super ciekawa gra, to musi być dobrze przemyślana, zorganizowana i niezbyt długa.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie znoszą natomiast ćwiczeń grafomotorycznych. Szlaczki? Precz przebrzydłe! A ja się nie dziwię. Szlaczki są trudne, te wszystkie faliste, skośne, zaokrąglone linie, ołówek dziurawi papier, dłonie bolą, palce zjeżdżają ze swoich miejsc. Nawiasem mówiąc, muszę wreszcie kupić nakładki na ołówki i kredki. Ale nakładki wszystkiego nie załatwią. Postanowiłam zaczerpnąć inspiracji z Metody Dobrego Startu Bogdanowicz. Karty pracy i książeczki ze szlaczkami poszły w odstawkę (prócz jednego, nietypowego, ale o tym - potem). Wielki powrót święcą tacki z kaszą manną, zabawa ze szlaczkami w kaszy potrafi trwać godzinę :) . Palcem po śladzie, palcem samodzielnie, dłuuugim patyczkiem po śladzie, kopiowanie ze wzoru, wymyślanie własnego chińskiego alfabetu czyli zabawa z kreskami, kółeczkami i łuczkami.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Następny etap to tablica z kredą, biała tablica z flamastrem a na nich rysowanie po śladzie, kopiowanie, samorzutny trening ("oj, mamo, znów mi nie wyszło, muszę jeszcze raz!"). Zabawa z pisaniem na tablicy jest u nas w domu tak popularna, że zwykle wywołuje wojnę bo każdy chce być pierwszy, teraz, natychmiast i wcale nie chce od tablicy odejść gdy jego czas się skończy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lyxd5B59jZE/Tp7hIQp4vAI/AAAAAAAAABo/WhHtW6dqarE/s1600/plastusiowo+i+ededom+009.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-lyxd5B59jZE/Tp7hIQp4vAI/AAAAAAAAABo/WhHtW6dqarE/s320/plastusiowo+i+ededom+009.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ij9E_DQvrAk/Tp7hLyxnvkI/AAAAAAAAABw/yeFtXgCFyLM/s1600/plastusiowo+i+ededom+010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ij9E_DQvrAk/Tp7hLyxnvkI/AAAAAAAAABw/yeFtXgCFyLM/s320/plastusiowo+i+ededom+010.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dziś zaproponowałam moim pannom nową zabawę. Na duuużym kartonie ułożyłam kasztany (mamy uzbierane całe pudło), zadanie było proste: grubym flamastrem (który stanowi w tej sytuacji idealne przedłużenie ręki) należy otoczyć kółkami, pętelkami, ominąć slalomem i łączyć łukami kasztany. I szlaczki były dziś wspaniałe, żadna rączka się nie zmęczyła a zabawa znudziła się dopiero po 60 minutach. Oczywiście stopniowanie trudności jest moim ulubionym zajęciem więc po szlaczkach przyszedł czas na obrysowywanie przedmiotów, figur, kształtów zwierząt. Przyszedł również czas na cieńsze flamastry i trening właściwego chwytu pisaka. Zabawa była niesamowita. Myślę, że poczekam jeszcze trochę zanim wręczę moim córciom klasyczne karty pracy. Minie zapewne jeszcze trochę czasu zanim dziewczynki będą umiały skupić się na wzorze nie gubiąc jednocześnie prawidłowego trzymania pisadła, pozwolę im najpierw nabyć ten nawyk. Wielkich kartonów mam jeszcze cały rulon.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pVqynd8k0Tc/Tp7hcpKON2I/AAAAAAAAAB4/WVoQsyHsCO4/s1600/plastusiowo+i+ededom+014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-pVqynd8k0Tc/Tp7hcpKON2I/AAAAAAAAAB4/WVoQsyHsCO4/s320/plastusiowo+i+ededom+014.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_E6tu30ZOIg/Tp7thxHcnuI/AAAAAAAAACI/BwfzaHxwAuk/s1600/plastusiowo+i+ededom+034.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-_E6tu30ZOIg/Tp7thxHcnuI/AAAAAAAAACI/BwfzaHxwAuk/s320/plastusiowo+i+ededom+034.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Moja wojownicza trzylatka wszystko robi po swojemu. A ja z zachwytem przyglądam się jej dziełom. Dzielnie towarzyszy nam w zajęciach i wszystkie moje polecenia skierowane do starszych panienek interpretuje po swojemu, zgodnie z jej możliwościami. Dziś otoczyła pętelkami wszystkie guziki z naszego "matematycznego" zbioru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cR_WRR56pn4/Tp7hnL2G7DI/AAAAAAAAACA/ckEUt-jPmfs/s1600/plastusiowo+i+ededom+031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-cR_WRR56pn4/Tp7hnL2G7DI/AAAAAAAAACA/ckEUt-jPmfs/s320/plastusiowo+i+ededom+031.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-445007269724240489?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/445007269724240489/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/zmagania-grafomotoryczne.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/445007269724240489'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/445007269724240489'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/zmagania-grafomotoryczne.html' title='Zmagania grafomotoryczne'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-lyxd5B59jZE/Tp7hIQp4vAI/AAAAAAAAABo/WhHtW6dqarE/s72-c/plastusiowo+i+ededom+009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-7570018936816805550</id><published>2011-10-18T22:25:00.004+02:00</published><updated>2011-10-22T01:29:34.103+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz Korczak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='złote myśli'/><title type='text'>Rozumny wychowawca</title><content type='html'>&lt;h6 class="uiStreamMessage" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:1}"&gt;&lt;span class="messageBody translationEligibleUserMessage" data-ft="{&amp;quot;type&amp;quot;:3}" style="font-family: inherit; font-size: small; font-weight: normal;"&gt;"Rozumny wychowawca nie dąsa się, że nie rozumie dziecka, ale rozmyśla,  poszukuje, wypytuje dzieci. One go pouczą, by ich nie urażał zbyt dotkliwie -  byle chciał się uczyć." &lt;br /&gt;J. Korczak&lt;/span&gt;&lt;/h6&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-7570018936816805550?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/7570018936816805550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/rozumny-wychowawca.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7570018936816805550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/7570018936816805550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/rozumny-wychowawca.html' title='Rozumny wychowawca'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-5017786925389413609</id><published>2011-10-16T18:21:00.003+02:00</published><updated>2011-10-22T01:33:54.068+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja domowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Jak to się robi?</title><content type='html'>Spytała mnie dziś rodzona siostra: "Jak to właściwie wygląda od strony formalnej? Czy one są gdzieś zapisane?" I doszłam do wniosku, że rok temu ja szukałam odpowiedzi na pytanie "Jak to się robi?" i nie miałam wcale na myśli uczenia swoich dzieci w domu tylko formalne załatwienie sprawy. Przecież obowiązek jest, państwo rozlicza... Ten kto ED nie robi ten może nie wie, a jeśli pytanie go nurtuje - tu będzie odpowiedź. Dzieci są "normalnie" zapisane do szkoły. Mają "normalne" legitymacje a na koniec roku wystawione im będą "normalne" świadectwa. Różnica polega na tym, że zapisując panny do szkoły złożyłam wniosek o zezwolenie na wypełnianie obowiązku edukacji poza szkołą - w rodzinnym domu, oraz oświadczenie, że zapewnię dziecku warunki do wypełnienia obowiązku. &amp;nbsp;Szkoła (dyrektor) wydała zgodę i już. Dostałam do ręki papier, elegancko ostemplowany i podpisany przez pana dyrektora "Decyzja w sprawie zezwolenia na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą", wymieniono w nim artykuły z Ustawy o systemie oświaty, warunki pod którymi dziecko spełnia obowiązek (rodzice zorganizują realizację... według wskazówek, dziecko otrzyma świadectwo na podstawie złożenia egzaminów klasyfikacyjnych...) i po sprawie. Okazało się, że jest to bardzo proste. Ale wcale takie być nie musi, bo chociaż dyrektor teoretycznie nie powinien odmówić zgody na taką formę nauczania to nie każdy dyrektor o tym wie. Ponieważ zależało mi na ominięciu sytuacji konfliktowych z "pierwszym lepszym" dyrektorem rejonowej szkoły, który nie mając w&amp;nbsp;ED doświadczenia&amp;nbsp;byłby zapewne przerażony takim pomysłem, poszukałam szkoły, która już się tym zajmuje. Ach, no i oczywiście obie panienki odbyły wizytę w poradni psychologiczno - pedagogicznej w celu wykonania&amp;nbsp;przez psychologa opinii o rozwoju dziecka. Młode były zachwycone "miłą panią"&amp;nbsp;a ja dzięki temu mam rzetelną wiedzę dotyczącą tego co należy stymulować.&lt;br /&gt;I oczywiście stale pojawiające się pytanie: "Ale z jakiego programu korzystasz? Kto decyduje czego uczyć?" Mam pod ręką podstawę programową. Mam program, z którego korzysta wychowawczyni, do której jesteśmy przypisane - czytuję sobie ten program, przeglądam treści, obszary, osiągnięcia... Nie kupiłam podręczników, ale to był mój wybór. Wolę sama dobierać materiały, narzędzia, techniki. A tak szczerze mówiąc, to program tylko systematyzuje materiał, który dziecko i tak przyswaja żyjąc, doświadczając świata, zadając pytania, uzyskując odpowiedzi i eksperymentując. Przynajmniej w zerówce.&amp;nbsp;Nihil novi :) Jedyne, co tak naprawdę ja&amp;nbsp;muszę zacząć to nauka czytania i liczenia, bo jakoś samorzutnie nie wykazały jeszcze&amp;nbsp;dziewczyny pragnienia&amp;nbsp;tej aktywności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-5017786925389413609?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/5017786925389413609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/jak-to-sie-robi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5017786925389413609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5017786925389413609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/jak-to-sie-robi.html' title='Jak to się robi?'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-5008548032386397321</id><published>2011-10-15T02:20:00.001+02:00</published><updated>2011-10-22T01:28:10.599+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='złote myśli'/><title type='text'>Alfabet wychowawcy</title><content type='html'>&lt;div class="mbl notesBlogText clearfix"&gt;&lt;div&gt;A - Akceptuj swoje dziecko&lt;br /&gt;B - Bądź dla niego oparciem&lt;br /&gt;C - Chwal go za każdy wysiłek&lt;br /&gt;D - Daj mu poczucie miłości i bezpieczeństwa&lt;br /&gt;E - Eliminuj powoli i rozsądnie niepożądane zachowania&lt;br /&gt;F - Formułuj precyzyjnie wymagania&lt;br /&gt;G - Gospodaruj efektywnie jego czasem&lt;br /&gt;H - Hamuj jego agresję poprzez rozładowanie niekorzystnych emocji&lt;br /&gt;I - Interesuj się jego osobą&lt;br /&gt;J - Jesteś jego przewodnikiem po świecie chaosu&lt;br /&gt;K - Kieruj wszechstronnie jego rozwojem&lt;br /&gt;L - Licz się z jego odmienny zachowaniem&lt;br /&gt;Ł - Łagodź stresy i cierpienie&lt;br /&gt;M - Miej cierpliwość&lt;br /&gt;N - Nie pozwól sobie na zwątpienie&lt;br /&gt;O - Okazuj mu zaufanie&lt;br /&gt;P - Pokaż, że jesteś jego przyjacielem&lt;br /&gt;R - Rozwijaj w nim jego "umiejętności"&lt;br /&gt;S - Słuchaj uważnie "bicia jego serca"&lt;br /&gt;T - Troszcz się o niego&lt;br /&gt;U - Ukazuj mu jego miejsce w nieznanym świecie&lt;br /&gt;W - Wierz w efekt pracy z dzieckiem&lt;br /&gt;Y - Y...(niewiadoma - bądź na nią przygotowany)&lt;br /&gt;Z - Zachęcaj go do dalszej pracy&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-5008548032386397321?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/5008548032386397321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/alfabet-wychowawcy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5008548032386397321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/5008548032386397321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/alfabet-wychowawcy.html' title='Alfabet wychowawcy'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-699522994930704459</id><published>2011-10-15T00:57:00.003+02:00</published><updated>2011-10-29T23:44:18.756+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja domowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Czemu i po co edukacja domowa</title><content type='html'>Nie przepadałam za szkołą. Nie ukrywam tego. Szkoła była nudna, trudna, czasem nawet przerażająca. Jako małe&amp;nbsp;dziecko zaliczyłam fobię szkolną.&amp;nbsp;Jako młoda panna - nabytą nienawiść do przedmiotów ścisłych. Zwiedziłam wiele ciekawych miejsc i nigdy nie pozwalano mi przyjrzeć się temu co mnie fascynowało bo "nie wolno się odłączać od grupy". Zdecydowanie szkoła utrudniała mi edukację. Oczywiście nie wiedziałam o tym póki nie poszłam na studia. Dopiero Uniwerystet pomógł mi nauczyć się "samoedukacji" i pokochać zdobywanie wiedzy. Zrozumiałam jak wiele lat straciłam na siedzenie w ławce. Cały ten niezmierzony czas mogłam poświęcić na zgłębianie mechanizmów rządzących światem! Tymczasem tkwiłam w dusznej klasie, ciasnej, twardej ławce, całymi godzinami nudząc się jak na rzymskim kazaniu, gorąco nienawidząc fizyki, chemii, nawet biologi! Matematyki... Tyle straconego czasu. Dzisiaj, żeby zrozumieć jak działa świat, wszystkiego muszę uczyć się sama. Chcę, żeby moje córki uniknęły nauki w systemie klasowo-lekcyjnym, który ogranicza możliwości, utrudnia zdobywanie wiedzy, wyklucza samoedukację, zabija myślenie i twórczość, zmusza do funkcjonowania i nauki według określonych (nienajlepiej zresztą skonstruowanych) schematów i często szkodliwych wręcz programów. &lt;br /&gt;Mam pomysł na własny program nauczania, mam koncepcję edukacji za pomocą gier i metody projektów, chciałabym aby moje córki rozwijały w sobie&amp;nbsp;postawy badacza. Jestem gotowa zrobić wszystko, żeby nie zatraciły swojej twórczości, radości życia, energii w działaniu. Marzy mi się, że wyrosną na silne, niezależne, mądre i odważne kobiety. Że nie będą się bały realizować swoich marzeń. I że będą kochały się uczyć. Ja pokochałam zdobywanie wiedzy dopiero na studiach. Myślę, że edukacja domowa to jedyna&amp;nbsp;ścieżka w polskim systemie aby osiągnąć te cele. Czy nie boję się, że panny&amp;nbsp;nie nauczą się funcjonować w grupie społecznej? Nie, jak dotąd nie zauważyłam, żeby miały z tym jakiekolwiek problemy. Są otwarte w relacjach z ludźmi i małymi, i dużymi. Uważnie obserwuję je podczas zabaw z innymi dziećmi i to właśnie szkolne dzieci zamykają się w swoich grupach, grupach klasowych, niechętne by nawiązywać nowe relacje. Moje panienki potrafią się bawić z każdym dzieckiem, które chce się bawić z nimi. Na razie to im wystarczy. Nie zamierzam ich oczywiście zamykać w domu, pod kloszem. Bo edukacja domowa to właściwie edukacja w terenie. W domu, przy stole&amp;nbsp;przeprowadza się trening czytania, pisania, liczenia, gry i zajęcia techniczne,&amp;nbsp;itd.&amp;nbsp;Świat poznaje się w działaniu i doświadczaniu. Na zewnątrz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dla wszystkich zwolenników szkoły i klasy jedno pytanie. Czy zamknięta grupa, jaką jest klasa, to na pewno&amp;nbsp;naturalne&amp;nbsp;miejsce do rozwijania umiejętności interpersonalnych? Przecież nigdy, przez całe swoje życie po zakończeniu szkoły, człowiek nie będzie spędzał czasu w tak skontruowanej grupie społecznej! Jeśli naprawdę ktoś by chciał, żeby dzieci w szkole uczyły się "modelowych relacji społecznych, które mają pomóc w przyszłości" to grupy powinny być: mieszane wiekowo a jednocześnie jej członków powinno coś łączyć, jakiś&amp;nbsp;wspólny cel, czy wspólne upodobanie... Nie, moi drodzy, szkoła to jest sposób na uniknięcie masowego analfabetyzmu a nie&amp;nbsp;metoda na twórczą edukcję społeczeństw.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-699522994930704459?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/699522994930704459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/czemu-i-po-co-edukacja-domowa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/699522994930704459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/699522994930704459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/czemu-i-po-co-edukacja-domowa.html' title='Czemu i po co edukacja domowa'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-1026276802737512091</id><published>2011-10-14T23:37:00.001+02:00</published><updated>2011-10-22T01:26:12.227+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka czytania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>A jednak pamiętają!</title><content type='html'>Zmagam się z nauką czytania. Tak, własnie zmagam, to dobre określenie.&amp;nbsp;Po prostu moje córki nie należą do dzieci, które samorzutnie uczą się czytać i liczyć, i do tej pory nie dawały się do liter przekonać. Ot, jakieś tam znaczki. Zresztą liczenie też im nie szło, kolejność powyżej "sześć" nie do zapamiętania. I w porządku. Ale minął okres ochronny, zerówka się zaczęła i przyszedł najwyższy czas. A czytanie to sama frajda - gdy już się opanuje rozumienie tych znaczków. Zaczęłam więc przekopywać materiały ze studiów, konsultować i radzić się mądrych, bo jak już zaczynać od zera to z jakimś sensownym narzędziem, nie każdemu młotek leży w dłoni. Nauka liczenia okazała się być bardzo prosta, wystarczyło sięgnąć po domino, karty, gry planszowe i już, voila! Ale literki... tu jest trudniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc zmagamy się. Od początku września poznajemy głoski, sylaby, nieszczęsna analiza słuchowa wyrazów (co słychać na początku?), samogłoski, kilka spółgłosek, dopasowanie&amp;nbsp;&amp;nbsp;kartonika z głoską do obrazka itd. Podstawy. Jakoś szło, codziennie kilkanaście minut, przypomnienie, utrwalanie, coś nowego. Pomyślałam sobie, że może "Ala i As" to taka dobra, prosta metoda a jedyne czego Elementarzowi brakuje to podziału wyrazu na sylaby, więc wydrukowałam sylaby, litery i zapraszam panienki do stołu. Tu Elementarz, tu kartoniki z sylabami, a jakże, głoski i ich zapis - literki - już znane... I nic. Jeszcze Helcia, owszem,&amp;nbsp;litery rozpoznała,&amp;nbsp;przegłoskowała, ale wyraz odczytać cały? Nic z tego. Tymczasem najstarsza moja tylko rzuciła okiem na obrazki i utkwiła wzrok w oknie podśpiewując pod nosem. "Córcia, widzisz?" "Tak, mamusiu!" I nic. Trudno. Myślę sobie, nie ma złych uczniów, jak Komeński powiedział, że wszystkich można nauczyć wszystkiego to tym bardziej Nadziejkę czytać! Trzeba tylko nauczycielem być dobrym. Jeszcze raz. Elementarz na razie nie przeszedł (nie była to oczywiście jedyna próba :)). Sięgam po grę: łączenie obrazków i głosek. I ślicznie połączone znane już samogłoski i spółgłoski, na głos wypowiedziane... Ha, myślę sobie, czyli jednak znają! Dobra, iść za ciosem! I dawaj, łączę te znane głoski w sylaby, sylaby w wyraz... I nic. Mur, ściana. Jakieś tam marne próby Heli, ale więcej w tym było "strzelania" i przyglądania się maminej twarzy - czy dobrze? - niż inetrpretacji tych znaczków co na stole leżały... Myślę sobie, Nina trzymaj się, nie ma tępych uczniów, są tylko zadufani nauczyciele... pamiętaj co mówił Korczak! Rozpędziłam towarzystwo bo zmęczone nudziły się nad tą chińszczyzną setnie.&amp;nbsp;Trzeba skorzystać z mądrości reedukatorów, trudno. Mamusia (czyli ja) dyslektyk, połowa wujków i cioć takoż, coś może być na rzeczy i u dzieci...&amp;nbsp;&amp;nbsp;Bierzemy metodę 18 struktur, zresztą już dawniej o niej myślałam.&amp;nbsp;Wyciągnęłam czarny, czerwony i zielony karton. Pocięłam na kartoniki odpowiedniej wielkości, naszykowałam materiał, poczytałam źródła i notatki ze studiów&amp;nbsp;(w sumie nie ma tego tak dużo). Dziś przygotowana już ułożyłam sylaby, wyrazy, kolorowe kartoniki... 40 minut panienki pracowały cierpliwie i&amp;nbsp;owocnie z pierwszą strukturą zanim musiałam skończyć (kończę wtedy gdy widzę po panienkach, że mają dość :). Poznały nową spółgłoskę, nowe sylaby, czytały proste wyrazy, układały schematy... A jednak pamietają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż wychodzi na to, że mieli panowie Komeński i Korczak rację ;)) jak zresztą kilkunastu innych pedagogów. &lt;br /&gt;I jeszcze jedno. Kiedy po 30 minutach panienki zaczęły "bylejaczyć" (coś tam podśpiewywać, kręcić się, poszturchiwać) powiedziałam: "Dobra, macie dosyć, kończymy." A one: "Nie mamo! Jeszcze nie! Już jesteśmy grzeczne!" i pracowały jeszcze ponad 10 minut. Właściwie dlaczego? Przecież chciałam im ułatwić? Dzieci wciąż zaskakują. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tutaj link do opisu metody, dla zainteresowanych: &lt;a href="http://www.gabinet-logopedyczny.com/gabinet-logopedyczny/metody-pracy/100-metoda-18-struktur-wyrazowych.html"&gt;http://www.gabinet-logopedyczny.com/gabinet-logopedyczny/metody-pracy/100-metoda-18-struktur-wyrazowych.html&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-1026276802737512091?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/1026276802737512091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/jednak-pamietaja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1026276802737512091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/1026276802737512091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/jednak-pamietaja.html' title='A jednak pamiętają!'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3009706931439373458.post-9184546298913705504</id><published>2011-10-14T22:39:00.000+02:00</published><updated>2011-10-14T22:46:21.402+02:00</updated><title type='text'>Początek w środku</title><content type='html'>Witaj&lt;br /&gt;Moja edukacja domowa trwa już jakiś czas. W formie niesformalizowanej od roku, a od września starsze córy zapisane są do szkoły, obejmuje je obowiązek i przez to wszystkie moje działania stały się bardziej hm... oficjalne. Mobilizuje mnie to do dokumentowania naszych działań, motywuje do planowania przyszłych lat i dyscyplinowania codziennej pracy. I wywołuje tak wiele refleksji, że postanowiłam podzielić się z każdym kogo temat tzw. edukacji domowej interesuje i nie tylko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam i miłego czytania :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3009706931439373458-9184546298913705504?l=edudomowa.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://edudomowa.blogspot.com/feeds/9184546298913705504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/poczatek-w-srodku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/9184546298913705504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3009706931439373458/posts/default/9184546298913705504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://edudomowa.blogspot.com/2011/10/poczatek-w-srodku.html' title='Początek w środku'/><author><name>Nina Natalia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13207051741152209207</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-ZrWsKTUSL5I/TpcspchiwtI/AAAAAAAAAAg/o8bXeNpndLM/s220/20090802_162433_DSC2982.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
