sobota, 25 stycznia 2014

Matematycznie. Wyścig na centymetrze.

Nijak czasu nie mam, żeby jakiś długi, cięty, błyskotliwy elaborat pisać.
Ale nie jest tak, że nic nie robię. Dużo robię.
Sprzątam.
W garach mieszam.
Piorę i prasuję.
Zmywam.
Odpowiadam dziennie na setki pytań (a są coraz trudniejsze!).
Karmię.
Normalnie, jak to niepracująca matka, która pasożytniczo siedzi w domu, na utrzymaniu męża i ciężko pracujących bezdzietnych singli bezczelnie wykorzystująca ich PKB.
He, he, he.

Ale najważniejsze co robię to się uczę.
Tfu! miało być uczę! Uczę. Taka mądra jestem.
Ależ mnie nastrój naszedł, wredny jakiś.

Mając nieustanną świadomość własnej niewiedzy - iście sokratejskiej - twierdzić, że się jest dość mądrym by uczyć innych to arogancja niemal równa tej, którą przejawia miłościwie panująca nam władza.

Skąd tyle złośliwości? Ano, o matematyce pisać będę. Albo raczej postaram się nie. Wrzucę tylko kilka zdjęć i podpiszę je.  Komuś się może przyda.


Zdjęcie przedstawia końcówkę gry "Wyścig na centymetrze". Nie jest to oczywiście normalny centymetr (z odległościami równymi jednemu centymetrowi), ale z powodu podobieństwa w wyglądzie tak go nazywamy. Gra banalnie prosta. Jeden rzut kostką, przestawienie pionka (którym może być cokolwiek). Start na polu "zero", meta na polu 100, kto pierwszy ten wygrywa. Albo kto ostatni ten wygrywa. Jak tam uczestnicy gry wolą. Można się też pobawić w wyścig do mety i z powrotem do startu. Do mety wygrywa pierwszy, wracając - do pola start, wygrywa ostatni. Też jest śmiesznie. Najprostsza wersja gry, dla maluchów (3, 4 letnich) zakłada rzucanie kostką z oczkami, liczenie oczek i przesuwanie się o tyle oczek ile kostka wyrzuci. I tu kształtuje się takie banały jak przeliczanie do 6, umiejętność przesuwania pionka po kolejnych polach, znajomość kolejności liczb (pierwsza oś liczbowa), czekanie na swój ruch, szanowanie zasad gry, akceptowanie porażki itd. 

W naszej wersji gry udział biorą już 8 letnia najstarsza, 7 letnia druga i 5 letnia trzecia. Oraz mama, która zwykle przegrywa. Nie, nie. Nikomu nigdy nie daje for. Farta nie mam zwyczajnie i tyle.  Tym razem mama wygrała (srebrna temperówka na mecie, tak, tak, to mój pionek, hurra!) i temu zawdzięczacie państwo zdjęcia i wpis. Córki zaś w formie żartu jako pionków użyły kostek z kropkami. Bowiem my tu gramy już w bardziej zaawansowaną wersję gry. Trenujemy dodawanie. Dodawanie do 20 na pamięć rządzi. Jest nieodzowne, konieczne i właściwie jeśli się je umie to już czy do 100 czy do 1000 niewielka jest różnica co się dodaje.



 My tu sobie gadu, gadu a tymczasem zdjęcia czekają. Tym razem grałyśmy takimi kostkami. Kostki liczbowe, jedna od 0 do 9, druga od 1 do 6. Rzucamy dwie kostki i dodajemy, suma wyrzuconych liczb to liczba pól do przesunięcia pionka. Coby było nieco trudniej niektórzy z nas wykonują dodatkowe dodawanie: suma liczb wyrzuconych na kostkach, dodać liczbę na której się stoi i tam właśnie należy postawić swój pionek. A następnie sprawdzić czy jest dobrze przeliczając pola. Łatwizna.




 Nadziejka liczy  na palcach. Swoich i pożyczonych. Hela zasuwa w pamięci.  Nadzeja wolniej, ale rzadziej popełnia błędy. Hela liczy szybciej ale często coś zgubi, czasem zamiast liczyć szacuje lub zgaduje. Ale nie robimy tego na czas, każdy może dodawać wybraną przez siebie metodą, tylko podpowiadać nie wolno :).




 A oto zbiór naszych kostek,który umożliwia nam modyfikowanie gry.
Na początku rzucałyśmy kostki z oczkami. Najpierw jedną,potem dwie i sumowałyśmy liczby oczek. Potem jedną z oczkami a jedną 1-6 liczbową. Później dwa razy 1-6 liczbową i sumę dwóch kolejno wyrzuconych liczb - ale to nudne było i liczby małe - szybko przeszłyśmy na rzucanie dwóch kostek liczbowych 0-9 oraz 1-6 lub dwa razy kostkę 0-9. Oczywiście zdarza się nam rzucać kostkę 1-20 oraz kostkę 0-9 i bawić się w odejmowanie.



Na zdjęciu widać też kostkę z dziesiątkami od 0 do 90. Ta akurat na centymetrze się nie sprawdza ale bawiłyśmy się nią podczas nauki liczb powyżej 20. Rzucały wtedy panny dwie kostki: dziesiątkową i 0-9 a następnie zapisywały sumę liczb pod postacią jednej liczby. Tak, tak, dla nas to banalne, ale dla malucha nauczyć się, że 60 + 8 = 68 to też konkretne zadanie i osiągnięcie. A zabawą zawsze łatwiej. Przy tej zabawie zwykle korzystamy z dziesiętnego układu pchełkowego obrazując sobie naszą liczbę przy użyciu pchełek. Zresztą Hela z zabawy wypadła szybko, bo szybko załapała system dziesiętny. Teraz ta zabawa służy raczej terapeutycznie Nadziejce. Z powodzeniem.
Ale to już inna bajka. :)

Pozdrawiam czytelników i namawiam do sporządzenia sobie takiej małej zabaweczki. Sam Mirosław Dąbrowski  ("Pozwólmy dzieciom myśleć") o niej wspominał a to już rekomendacja nie lada :).

Poniżej link do fantastycznego wywiadu z Mirosławem Dąbrowskim. Lektura obowiązkowa.


Zmotywowana przez MAMAtykę załączam link do publikacji M.Dąbrowskiego "Pozwólmy dzieciom myśleć". Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich rodziców. W szczególności szykujących się do ed na etapie klas 0-3. 





3 komentarze:

  1. Błykotliwy i długi elaborat!
    A "Pozwólmy dzieciom myśleć" jest na stronie: http://www.trzecioklasista.edu.pl/artykul/kategoria/publikacje/pozwolmy_dzieciom_myslec/art1
    Pozdrawiam ciepło
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :). Ja mam tę publikację w wersji papierowej i gdzieś w zakładkach... ale nie miałam siły szukać linka po nocy i tylko ten mój ulubiony wywiad załączyłam. Zaraz wrzucę do posta twój link!

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowity wywiad- czytam od wczoraj i myślę, myślę

    OdpowiedzUsuń